Widzew 2010/2011

2010/2011 Lech Poznań - Widzew Łódź (1:0)

27.02.2011 (1:0)

 

Video

 

Relacja

91 dni czekali kibice Widzewa na kolejny ligowy mecz swojej drużyny. Jeszcze dłużej trwała przerwa wyjazdowa. Od wizyty w Gdańsku minęło bowiem ponad 3 miesiące. Niedziela, 27 lutego, była ważnym dniem nie tylko ze względu na start rundy wiosennej, ale również z powodu walki kibiców o stadion dla swojego klubu.

1. Manifestacja pod Urzędem Miasta Łodzi

Zbiórka na wyjazd do Poznania wyznaczona została na godzinę 8:30 w samym centrum Łodzi. Kilka minut później 1500-2000 kibiców Widzewa udało się marszem przez ulicę Piotrkowską w kierunku budynku z nr 104, czyli Urzędem Miasta Łodzi. Na czele pochodu rozwinięto transparent o treści:  "Przed wyborami stadion Widzewa obiecywaliście, PO już zapomnieliście". Ludziom nie wtajemniczonym w całą sprawę wyjaśnić należy, iż poprzednia ekipa rządząca zadeklarowała pomoc włodarzom klubu w budowie nowego stadionu. Oczywiście nie chodziło o żebranie, jak to w zwyczaju mają kibice innego łódzkiego klubu, a jedynie o wsparcie logistyczno-prawne ze strony "miasta". Właściciele klubu, wg ówczesnych ustaleń, mieliby otrzymać grunty pod budowę z 99% bonifikatą, a obiekt budować już za własne, prywatne pieniądze. Jedyną finansową pomocą radnych miała być modernizacja dróg wokół nowego stadionu, co notabene należy przecież do obowiązków gospodarzy Łodzi. Niestety Platforma Obywatelska tradycyjnie po wyborach zapomniała o obietnicach i zaczęły się schody. Problemy stwarzane przez rządzących miastem skutecznie uniemożliwiały realizację projektu. Pani Prezydent Zdanowska kilkukrotnie zmieniała koncepcję co do ilości stadionów w Łodzi i ewentualnej budowy obiektu miejskiego. Wobec nieudolności pracowników UMŁ postanowili więc zaprotestować kibice Widzewa, zmartwieni losem klubu, który w obecnych warunkach infrastrukturalnych istnieć w elicie dłużej nie może. Podczas przemarszu i pod samym budynkiem UMŁ fani Widzewa skandowali m.in.: "Chcemy stadionu" oraz "Zdanowska, nie odpuścimy". Do manifestujących fanów wyszła dyrektor wydziału sportu UMŁ Luiza Staszczak-Gąsiorek, która przyjęła od protestujących petycję. Widzewiacy prosili w niej o nie uniemożliwianie budowy stadionu.

Wbrew oczekiwaniom mediów, nastawionych wyłącznie na filmowanie awantur i dantejskich scen z "Pietryny", nie wydarzyło się nic skandalicznego. Nikogo nie zgwałcono i nie obrabowano. Nie przydała się też więźniarka i polewaczka z wodą. Kibice pośpiewali jeszcze kilka chwil, zapłonęło parę rac i fani rozeszli się.



2. Wyjazd

Większość sympatyków łódzkiego Widzewa udała się w kierunku dworca Łódź Fabryczna. Tam czekał już podstawiony pociąg specjalny mający zawieźć "Czerwoną Armię" do Poznania na mecz z Lechem. Skład wyruszył po godzinie 10:00; po drodze zabrał jeszcze kibiców na "Niciarce", a dalej w Zgierzu, Ozorkowie, Kutnie oraz w Kostrzyniu Wlkp. Za pociągiem przez cały czas fruwał policyjny helikopter, oczywiście za pieniądze podatników. Warto odnotować, że na trasie przejazdu czekało kilka atrakcji. W Zgierzu tamtejsi Widzewiacy wywiesili transparent o treści: "W Zgierzu bez zmiany - RTS Pany". Samych siebie przeszli natomiast kibice RTS-u z Poznania, którzy nie tylko postarali się o napisy sławiące Widzew w okolicy dworca docelowego, ale także przygotowali mieszkańcom tego miasta niespodziankę. Poznaniacy znaleźli w swoich skrzynkach pocztowych ulotki zapraszające na mecz i fanatyczny doping "Czerwonej Armii". Na mieście pojawiły się plakaty, wlepki, a w centrum nawet efektowne zaproszenie multimedialne na telebimie!

Niestety podróż "specjalem" wydłużyła się znacznie. Swoje dołożyła też policja, która fatalnie zorganizowała Widzewiakom miejskie autobusy mające ich zawieźć z Poznania-Franowo na Bułgarską. Na skutek opóźnień grupa dojechała pod bramy stadionu tuż przed pierwszym gwizdkiem. Tam okazało się, że szykowany na Euro 2012 stadion w ogóle nie jest przygotowany do przyjęcia takiej liczby kibiców gości. Ogromny ścisk na trzech kołowrotkach w połączeniu ze spóźnionym dotarciem pod stadion spowodował, że większość fanów dotarła do "klatki" dopiero w przerwie meczu. Po drodze trzeba było jeszcze pokonać zalegające zwały śniegu i lodowiska.

3. Mecz

Mecz, tak naprawdę, zaczął się dla Widzewiaków w drugiej połowie. W trakcie trwania pierwszej części spotkania obecni już w sektorze ultrasi zdążyli jedynie rozwiesić flagi i przygotować nagłośnienie. Z dopingiem czekano, aż większość kibiców wejdzie do "klatki". Ostatecznie na sektorze gości zasiadło 2200 fanów, w tym 50 kibiców Ruchu Chorzów oraz 27 sympatyków CSKA Moskwa z flagą. Pojawił się także transparent pisany serbską cyrylicą o treści: "ПРАВДА ЗА ГРОБАРЕ!!!" ("Sprawiedliwość dla Grobari!!!"). Był to gest solidarności z kibicami Partizana Belgrad, którzy mają problemy po meczu z francuską Tuluzą (wiele aresztowań i wyroków oraz wykluczenie z pucharów przez UEFA m.in. za używanie rac). Bałkany, uznawane za ostatni bastion spontanicznego i niezależnego kibicowania, przeżywają ostatnio zmasowany atak ze strony władz, chcących "ucywilizować" trybuny. Stąd też wspomniany trans, ale nie tylko... W 50min spotkania, gdy sektor znacznie się już zapełnił, "pozdrowiono" policję, a następnie widzewscy ultrasi odpalili kilkadziesiąt rac morskich, kilka stroboskopów. W tym momencie sektor ogarnął szał fanatycznego dopingu, mieszającego się z hukiem wybuchających achtungów. W blasku rac sektor prezentował się fantastycznie, a efekt ten potęgowały czerwone pelerynki, w które ubrani byli przyjezdni. Po chwili płonąca pirotechnika wylądowała na murawie, cześć pofrunęła w kierunku spinających się wcześniej gospodarzy. Słowem - klimat bałkański, jakiego w Polsce dawno nie było. Warto w tym miejscu przypomnieć młodszym kibicom, że tego typu sceny jeszcze kilka lat temu były na porządku dziennym i stanowiły bezcenną wartość dla kibiców. Dziś w dobie poprawności politycznej, plastikowej widowni sterowanej przez władze, obrazy te należą do rzadkości i w niedzielę spotkały się wręcz z gwizdami ze strony miejscowych fanów. Kibice Widzewa dokonali pewnego rodzaju "manifestu" mówiącego do kogo należą trybuny; w Polsce, Serbii, czy Grecji. Całość podsumował transparent z hasłem przewodnim: "AGAINST MODERN ULTRAS". Jego symboliki i znaczenia nie trzeba chyba nikomu wyjaśniać.

Fani "Kolejorza" zareagowali na to wydarzenie gwizdami, a następnie bluzgami w kierunku gości. Później, kiedy już pochowali aparaty fotograficzne, powrócili do dopingu dla swojej drużyny, który tego dnia stał na dobrym poziomie. Również Widzewiacy zajęli się wspieraniem łódzkich piłkarzy, którzy od 30 minuty przegrywali 0:1. Doping "Czerwonej Armii" niestety nie zachwycił. Ciężko ogarnąć taką liczbę kibiców, w dodatku na sektorze z kilkoma poziomami. Formę wokalną gości z pewnością zaniżała też długa podróż w trudnych warunkach oraz fakt, że przy tego typu wyjazdach pojawia się znaczna ilość tzw. "sezonowych" fanów, którzy nie mięli bladego pojęcia jak wygląda doping na wyjeździe i z czym to się wszystko w ogóle "je". Pomimo to nie było najgorzej, choć na pewno wokalnie Widzewiakom brakowało dużo do tego, co prezentowali przy okazji poprzednich inwazji na Poznań. Pomiędzy zwaśnionymi stronami usłyszeć można było sporą ilość bluzgów, zwłaszcza już po końcowym gwizdku, gdy niemal cały młyn "Kolejorza" postanowił zostać na miejscu, by umilić Łodzianom oczekiwanie na otwarcie bram ;)

Na boisku niestety nie było za ciekawie. Piłkarze Widzewa nie zdołali wyrównać i mimo faktu, iż Lech znajduje się w kiepskiej formie, ulegli rywalowi 0:1. Plusem jest jedynie fakt, że zaczyna się zmieniać ich mentalność. Z zawodników bez charakteru, co takiemu klubowi nie przystoi, powoli stają się ambitnymi wojownikami. Oby tak dalej!

4. Powrót

Około godziny potrwało wydostanie się ze stadionu. Po sforsowaniu zasp śnieżnych i lodowisk można było ścisnąć się w autobusach i ruszyć w kierunku dworca. Pociąg do Łodzi wystartował ok. 21:00. Podróż przebiegała spokojnie, choć niesamowicie się dłużyła. W końcu o 2:30 skład dojechał do stacji Łódź Niciarniana i zmęczeni fani mogli udać się do domów.

5. Podsumowanie

Wyjazd do Poznania zapowiadał się emocjonująco, arcyciekawie i rzeczywiście tak było. Choć sama otoczka meczu z Lechem wyglądała zupełnie inaczej niż ostatnie wyprawy na Bułgarską w, nazwijmy to, piknikowej atmosferze, niedziela dostarczyła wielu wrażeń. Na minus ocenić można podróż i organizcję miejscowych działaczy. Na plus niecodzienna i niezapomniana atmosfera w sektorze, zwłaszcza podczas "piro-show", które wspominać będzie się latami. Spore wrażenie wizualne robi także wygląd stadionu Lecha z perspektywy trybun. Jest to najpiękniejszy na tą chwilę obiekt w kraju. Choć jego funkcjonalność ma się nijak do jego estetyki.

Oprócz pokazaniu światu, że "Jeszcze Polska nie zginęła" i  że, jeszcze można się normalnie bawić na trybunach, fani Widzewa wykonali też kolejny krok na drodze do budowy nowego stadionu, bez którego klub nie utrzyma się w czołówce. Medialne zainteresowanie tematem przerosło oczekiwania. Oby w ślad za tym łódzcy rządzący uzmysłowili sobie kto jest tak na prawdę siłą w tym mieście i komu warto przynajmniej nie przeszkadzać w dalszym rozwoju. Chyba, że radni chcą kolejnych wizyt Widzewiaków, bowiem tak, jak zapewniono w niedzielę rano pod budynkiem UMŁ: "Nie odpuścimy!"

2010/2011 Lechia Gdańsk - Widzew Łódź (3:1)

06.12.2010 (3:1)

 

Video

 

 

Relacja

Na ostatnim w rundzie jesiennej wyjeździe w Gdańsku pojawiło się 600 Fanatyków Widzewa. Humory przyjezdnym kolejny raz popsuli piłkarze.

Mecz w Gdańsku był debiutem nowego szkoleniowca Widzewa, Czesława Michniewicza. Wielu wierzyło, że "nowa miotła" skutecznie zmotywuje zawodników do walki o ligowe punkty. Nadzieje na drugą wygraną poza Łodzią w połączeniu z atrakcyjnym przeciwnikiem pod względem kibicowskim skutecznie zmobilizowały widzewską brać. Na zbiórce, która ustalona została przed godz. 6:00 na dworcu Łódź Kaliska, pojawiło się blisko 500 osób. Przy tej okazji znajdujący się w sąsiedztwie stadion lokalnego wroga został odpowiednio przyozdobiony przez "nieznanych sprawców" ;). Rejsowy pociąg z kibicami na pokładzie wystartował tuż po 6:00. Jako, że nie był to specjal i trasa nie została negatywnie zagmatwana przez PKP podróż mijała całkiem sprawnie. Po drodze, w Tczewie, do wagonów wbiła się liczna reprezentacja naszych północnych fanatyków, głównie z Grudziądza i Kwidzyna, która wyniosła ponad 100 głów!!!
Na Dworcu Głównym w Gdańsku fani RTS-u zameldowali się po 13:00. Na miejscu czekała już spora ilość mundurowych, która zapakowała podróżników w 10 podstawionych autobusów mających za zadanie dostarczyć grupę pod stadion Lechii. Tego dnia Gdańsk iście przypominał miasto policyjne. Na trasie przejazdu co kilkadziesiąt metrów ustawiły się oddziały dzielnej i bohaterskiej policji. Pod stadion autobusy dotarły przed 14:00. Po sprawnym i szybkim wejściu na sektor Widzewiacy musieli czekać jeszcze blisko 2 godziny na pierwszy gwizdek. Towarzyszyły im niestety rzęsisty deszcz i przeraźliwy chłód listopadowej soboty.
Znudzeni i zmarznięci kibice gości zajęli całą "klatkę", a liczba ich wyniosła ogólnie 600 szala. Na płocie zawisły cztery flagi: "Ludzie Honoru", "Awanturnicy" , "WFCG" oraz wyjazdowe płótno fanów z Piotrkowa.
W końcu o 16:00 mecz rozpoczął się, a poprzedziła go "minuta ciszy".
Na wejście piłkarzy Widzewiacy z Chojen zaprezentowali oprawę. Była to sektorówka - replika chojeńskiej wyjazdówki. Jeszcze w pierwszej połowie swoją choreografią uświetnili zawody Lechiści. Ich prezentacja związana była z 65-leciem istnienia klubu, a składały się na nią sektorówka z konturami "Wolnego Miasta" i herbu Lechii oraz transparent o treści: "65 lat tradycji i chwały - kochamy ten klub, życie mu oddamy". Gospodarze sobotniego popołudnia dobrze prezentowali się pod względem dopingu. Miejscowy stadion, który położony jest w leśnej niecce, ma bardzo dobrą akustykę, co dodawało śpiewom animuszu.
Czerwony sektor natomiast nie był w najwyższej formie wokalnej. Swoje przy tego typu eskapadach robi zmęczenie podróżą. Do zabawy nie nastrajała też fatalna pogoda. No i skład, jaki pojawił się przy Traugutta, do śpiewającego w większości nie należał. Widzewiacy skupili się głównie na pojedynczych okrzykach. Nastroje polepszył nieco wyrównujący gol Kuklisa, jednak koszmarna gra w defensywie spowodowała później stratę drugiej i trzeciej bramki i kolejna porażka stała się faktem.
Widzewiacy chcieli nieco ironicznie podsumować klapę śpiewając piłkarzom "Kto tak gra...", lecz ci od razu czmychnęli do szatni jasno wyrażając "szacunek" dla kibiców, którzy przejechali pół Polski, by ich wspierać. Łodzianie sfrustrowani olewką zawodników pożegnali ich dosadnymi okrzykami, na co boiskowe gwiazdorki ponownie obraziły się. Bez komentarza.
Jakby nieszczęścia było mało wracający już do Łodzi kibice, w wyniku opóźnienia pociągu, nie zdążyli na przesiadkę w Koluszkach. Pierwszy niedzielny pociąg w kierunku "Miasta Włókniarzy" nadjechać miał dopiero po godzinie 5:00. Zmęczeni wyjazdem i załamani kilkugodzinnym, nocnym oczekiwaniem fani złapali za telefony komórkowe, by zorganizować sobie jakiś transport do Łodzi.
Cóż, bywają niezapomniane wyjazdy z fantastycznym, niepowtarzalnym klimatem, wesołe przygody i radość z zabrania do domów 3pkt. Bywają też takie wojaże, o których można jedynie powiedzieć, że się odbyły. Fanatyzm jednak nie wybiera i nie dzieli wyjazdów na lepsze i gorsze. Wszak jesteśmy zawsze tam...

2010/2011 Zagłębie Lubin - Widzew Łódź (1:0)

15.11.2010 (1:0)

 

Video

 

Relacja

Ponad 1000 fanatyków Widzewa (w tym 30 fanów Ruchu Chorzów) zjechało w piątkowy wieczór do Lubina. Mecz na Dolnym Śląsku zbiegł się z równą, setną rocznicą powstania łódzkiego klubu.

Na wyjazdową potyczkę z Zagłębiem kibice szykowali się już od dłuższego czasu. Zainteresowanie wzbudzał bowiem głównie nowy stadion - "Dialog Arena". Sektor gości pomieścić może oficjalnie tysięczną widownię i tyle właśnie biletów otrzymali Widzewiacy. Rozeszły się wszystkie i w kolumnie 7 autokarów, busa oraz sporej ilości aut "Czerwona Armia" ruszyła na szlak. Droga dłużyła się niesamowicie; korki na drodze spowodowały opóźnienie, w wyniku czego główna grupa dojechała pod bramy na niecałą godzinę przed meczem. Z powodu dużego oblężenia trzech kołowrotków ostatnim fanom udaje się wejść na obiekt w czasie trwania 1 połowy.
Obecni wcześniej w "klatce" kibice Widzewa czekają do 15min meczu na większość kolegów i ruszają z dopingiem, który tradycyjnie zaczął się od wymownego "Jesteśmy zawsze tam...". Później korba nakręcaną przez dwójkę prowadzących coraz mocniej się udziela i wokalnie było całkiem nieźle. Gorzej było niestety na murawie. Po kwadransie grający w żółto-czarnych strojach łodzianie przegrywali 0:1 po ładniej bramce z rzutu wolnego Plizgi. W szeregach widzewskich fanatyków udzielało się coraz większa frustracja spowodowana słabą formą zespołu. Zapowiadała się trzecia z rzędu porażka w wyjazdowym spotkaniu toteż większość sympatyków łódzkiej drużyny, której los tego klubu obojętny nie jest, była z wpadki na wpadkę nie tylko bardziej zawiedziona, ale i rozczarowana. Mimo to kibice nie chcieli dać plamy i starali się dopingować piłkarzy z całych sił. Do walki zawodników poderwać miała "Sevilla", "Tonka", czy okrzyki "Walczysz, Widzew, walczysz". Było też słychać chwalebne pieśni z okazji setnych urodzin klubu z Piłsudskiego 138.
W drugiej części meczu doping powoli zaczął dostosowywać się do gry piłkarzy. Czuć było coraz to większą złość, co budziło okrzyki w kierunku piłkarzy, którzy jeżeli nie chcą walczyć za Widzew, najlepiej niech dadzą sobie spokój z noszeniem jego barw oraz herbu na klubowej koszulce.
Ultrasi przywieźli ze sobą flagi na kijach, którymi pomachano w drugiej części meczu. Warto też podkreślić, że "czerwony" sektor został bardzo dobrze oflagowany w liczne, szczególnie małe, wyjazdowe, flagi. Naliczono ich aż 16, w tym debiutującą wyjazdówkę Żabieńca, zgodową "Criminal Family" oraz poświęconą ŚP. Trolowi. Płótna u góry sektora, z racji braku możliwości przywiązania do jakiegokolwiek elementu stadionu...przyklejono wlepkami :-)
Tym razem nie doszło do rywalizacji z miejscowymi kibicami. Fani Zagłębia bowiem na ten dzień przygotowali protest wobec działaczy swojego klubu. "Miedziowy" bardzo ubolewają, że mocno upolityczniony klub po każdych wyborach zdominowany jest przez inną grupę ludzi, którzy pojęcie o budowaniu silnego klubu sportowego mają niewielkie. Na słynną melodię z "Misia" cały stadion nawoływał do dymisji prezesa Zagłębia. Dostało się też lubińskim piłkarzom, którzy zdaniem fanów nie postarali się w bardzo ważnych i prestiżowych derbach regionu ze Śląskiem Wrocław. Miejscowi pozdrawiali także Odrę Opole oraz bydgoskiego Zawiszę.
Gdy sędzia gwizdnął po raz ostatni kolejna porażka stała się faktem. Kibicom Widzewa puściły nerwy i zawodnicy zostali skrytykowani za swoją postawę. Niektórzy z nich, jak choćby Sernas, w ogóle nie podeszli do piłkarzy, tylko od razu uciekli do szatni. Litwin tłumaczył się zdenerwowaniem, bowiem chwilę przed końcem meczu trafił w słupek. Trzeba jednak przyznać, że gołym okiem widać mniejszy wkład Sernasa w grę, który jest już rzekomo na walizkach i zimą opuści klub. Ciekawostką był fakt, iż do krytyki łódzkich piłkarzy przyłączyli się też "Miedziowi", którzy okrzyki "Jak się nie chce, to s.....lać" skomentowali brawami pod adresem kibiców Widzewa, a do słów "Piłkarzyki-pajacyki"...sami się przyłączyli rugając przy tym zawodników obydwu zespołów. Mimo wygranej z RTS-em miejscowy nie wybaczyli wpadki w derbach.
Po krótkim pobycie na sektorze fanatycy Widzewa rozjechali się do domów. Podczas powrotu do Łodzi w autokarach i na postojach trwała świetna zabawa, która nieco poprawiła humory.
Jeszcze kilka słów odnośnie stadionu. Lubiński obiekt prezentuje się bardzo fajnie. Dobre wrażenie potęgują krzesełka w klubowych barwach, czego do dziś nie potrafili wykonać np. w Kielcach. Doskonała widoczność ze stromych trybun, super akustyka oraz gastronomia na poziomie. Z całą pewnością jest to jeden z przyjemniejszych stadionów w Ekstraklasie. Jak prezentuje się reszta przekonamy się na wiosnę, a w przypadku Poznania, w grudniu.

2010/2011 GKS Bełchatów - Widzew Łódź (0:0)

31.10.2010 (0:0)

 

Video

 

Relacja

428 kibiców Widzewa zasiadło w piątkowy wieczór w sektorze gości. Niestety przeżyli oni spore rozczarowanie. Piłkarze praktycznie bez walki oddali rywalom 3 punkty w ostatniej akcji spotkania.

Piątkowy mecz, błędnie nazywany derbami, budził spore emocje i zainteresowanie głównie po stronie gospodarzy. Mobilizowali się oni od dłuższego czasu na, jak to mówią, ich największą kosę. Czasy, gdy w Bełchatowie istniał jedynie Widzew minęły. Sportowa bessa łódzkiego klubu w połączeniu z sukcesami GKS-u spowodowały, że większość młodzieży nie ma już tak oczywistego wyboru i często idzie drogą miejscowego klubu. Nie ma się co dziwić. Lokalny klub w ostatnim czasie mocno postawił na pozyskanie nowych sympatyków. Grupowe wejścia dla szkół, terenowy marketing + dobre wyniki na murawie, m.in. wicemistrzostwo kraju, wpłynęły pozytywnie na liczbę kibiców górniczej drużyny. Inną sprawą jest "jakość" tychże fanów. Nie od dziś bowiem wiadomo, że pomimo iż zastępy miejscowych rosną, na ulicach przegrywają oni sromotnie z wciąż licznym FC Widzewa ("FCB '91"). Ostatnie wydarzenia są jedynie wyjątkiem potwierdzającym regułę, że w aspektach pozaboiskowych FCB nadal przoduje, a przeciwnikom pozostaje odwrót w kierunku remiz strażackich, policyjnych posterunków, bądź innych kryjówek.

Nic więc dziwnego, że przyjazd RTS-u wyzwolił wśród miejscowych tak wielką mobilizację. Nic tak nie motywuje do działania, jak fanatyczna nienawiść. Toteż chętnych do wyleczenia kompleksu Widzewa nie brakowało. Gospodarze zbierali się pod stadionem już na kilka godzin przed meczem, aby bronić swojej świątyni. Nie do pomyślenia w innych miastach, by miejscowi musieliby się tak obawiać rywala, i wystawać pół dnia pod kasami. Do spotkania przygotowała się także policja, która zgromadziła tego dnia spore ilości oddziałów, polewaczek, czy konnych funkcjonariuszy. Nie zabrakło też helikoptera, który dzielnie fruwał w przestworzach za pieniądze podatników. Operacja "Widzew" przewidywała przyznanie gościom jak najmniejszej liczby biletów, najchętniej zerowej. W końcu działacze ulegli i wydali standardowe 384 wejściówki. Kilkukrotnie za mało, gdyż chętnych do zaliczenia najbliższego wyjazdu nigdy nie brakuje. Bilety w pierwszej kolejności powędrowały do kibiców będących w Bytomiu, a następnie do fanów na codzień mieszkających w okolicach Bełchatowa. Ostatecznie pod bramami sektora gości stawiło się ok. 450 kibiców, z których 428 udało się wejść na obiekt. Część widzewskich fanatyków zamiast meczu wybrało patrolowanie miasta w poszukiwaniu przygód.
Na płocie fani RTS-u powiesili 4 flagi: "Chojny on tour", ogólnowidzewską wyjazdówkę "Discovery" oraz FC z Zelowa i oczywiście miejscowego FCB'91. Swoje miejsce na ogrodzeniu znalazło też kilka biało-zielono-czarnych szalików, które "znaleziono" po drodze, a które w trakcie zawodów uległy samozapłonowi ;) Po stronie GKS-u także widoczny mini-dywan z widzewskich barw, który także skończył swój żywot po kontakcie z racami. Pozowania do zdjęć na tle płonących szalików nie było wśród miejscowych końca. Oj przybędzie nowych zdjęć na naszej klasie. Młyn gospodarzy prezentował się na prawdę nieźle. Widać było, że nakręcana długi czas korba przyniosła pozytywny efekt i ubrani w okolicznościowe koszulki miejscowi od początku meczu ruszyli z dobrym dopingiem. O dziwo pierwsze "pozdrowienia" w kierunku czerwonego sektora słychać było dość późno. Jednak jak już kibice GKS-u rozkręcili się z bluzgami, to nie mogli się zatrzymać. Wcześniej jednak zaprezentowali bardzo ładną choreografię w postaci chorągiewek w białych i zielonych (naprzemiennie) kolorach oraz dużej ilości pirotechniki. Towarzyszył temu solidny doping.
W sektorze Widzewiaków doping dla łódzkich piłkarzy mocno mieszał się z szyderstwami kierowanymi do reszty stadionu. Wypominano miejscowym liczne spowiedzi na komendach, czmychanie tuż po meczu do domu z dobrze schowanym szalikiem, czy brak chęci do randki pomiędzy ekipami. Często pozdrawiane były najaktywniejsze na bełchatowskich terenach FCB oraz FC Zelów (reprezentanci obu grup w czasie meczu na mieście). Akcentowano do kogo tak na prawdę należy to miasto. Zwłaszcza hasło: "Jak wy wrócicie do domu?" wywoływało pianę na ustach samozwańczych władców Bełchatowa i potężną ilość gwizdów. Podziękowania za solidne i szczere zeznania na policji jak zawsze dostał wychowanek GKS-u Łukasz Sapela.
Wokalne popisy Gieksiarzy w drugiej części meczu już osłabły, ale i tak stadion przy Sportowej tak dobrze nie prezentował się chyba nigdy. Bełchatowski młyn intonował z dużą pompą "Miasto jest nasze...", co goście przyjęli z dużym rozbawieniem. Obiekt GKS-u eksplodował w samej końcówce meczu, kiedy we frajerski sposób obrona Widzewa podarowała im zwycięstwo, za co zawodnicy z Łodzi otrzymali stosowne nagany ustne od kibiców.
We frajerski sposób, tradycyjnie z resztą, zachowali się też po meczu Bełchatowianie, którzy poproszeni o oddanie swych zielonych koszulek zgodnie z obywatelskimi normami poinformowali o zdarzeniu panów policjantów. W wyniku tego powrót do domu jednego z łódzkich busów wydłużył się o godzinkę spędzoną na komendzie. Brak słów.
Podsumowując ten bliski wyjazd, Widzewiacy bez wyraźnej tego dnia korby na rywala, przynajmniej na stadionie. Łódzcy kibice potraktowali mecz, jak każdy inny ze średnio notowanym przeciwnikiem. Ostro reagowali na hipokryzję płynącą z sektorów gospodarzy oraz na brak ambicji własnych piłkarzy. Ci zaprezentowali się fatalnie. Poza harującym za trzech Piotrkiem Grzelczakiem, nikt nie zasłużył na choćby jedno dobre słowo.
Kibice GKS-u natomiast spięli się na pojedynek z Widzewem dość solidnie. W wyimaginowanych przez nich "derbach" wznieśli się na wyżyny swoich możliwości. Pokazali interesującą oprawę, momentami głośno ryknęli. Obiektywnie należy ocenić ich postawę ultras wysoko, jak na ich możliwości. Widać, że z roku na rok robią postępy w tej dziedzinie.

2010/2011 Wisła Kraków - Widzew Łódź

Puchar Polski 26.10.2010 (1:0)

 

Relacja

W kolejnym meczu Puchary Polski łódzki Widzew przegrał w Krakowie z tamtejszą Wisłą 0:1. Poniżej relacja z partyzantki związanej z "nielegalnym" wyjazdem.

Na meczu Pucharu Polski Wisła - Widzew Nas oficjalnie ZERO, z powodu zamkniętego sektora gości. Z kibicami Wisły nie podejmowaliśmy rozmów na temat wpuszczenia przyjezdnych na wiślackie trybuny. Mimo tego kilkudziesięciu fanatyków wyjazdowych (ok. 60)  wybrało się do Krakowa na własną rękę i oglądało mecz incognito wśród gospodarzy. Fani Wisły od początku spotkania usilnie próbowali zlokalizować fanów Widzewa wiedząc, że na pewno, są bo jak wiadomo Widzew jeździ zawsze i wszędzie. Troszkę osób zostało wyczajonych, kilku załapało się na klapsy, ale  po raz kolejny potwierdziło się, że nasza tradycyjna przyśpiewka "Jesteśmy zawsze tam..." to nie są puste słowa. BRAWA DLA OBECNYCH!

Fani Wisły wystawili kilkusetosobowy młyn, powiesili 4 flagi i dopingowali przez cały mecz. Na stadionie tego dnia zebrało się około 5. tysięcy widzów.

2010/2011 Polonia Bytom - Widzew Łódź (2:2)

02.10.2010 (2:2)

 

Relacja

Około 600 fanatyków Widzewa, w tym 60-70 "Niebieskich", pojawiło się w piątek w Bytomiu. Na stadion weszło 400 kibiców. 

Na mecz z Polonią nie było większego ciśnienia. Rywal z nie najwyższej półki, ponowna w ciągu 6 dni wyprawa na Górny Śląsk, wczesny, piątkowy termin (mecz o 17:45) oraz spory koszt. Powyższe czynniki wpłynęły na dość mizerną frekwencję, jak na możliwości Łodzian. Do początkowo przyznanych 300 biletów doszło drugie tyle i pula byłaby wykorzystana, gdyby towarzystwo ogarnęło się w terminie. Na liście wyjazdowej było natomiast niecałe 400, pozostałe 200 pojechało "w ciemno".
Zbiórka Widzewiaków zaplanowana była na godz. 15:00 na dworcu Chorzów Batory. Stamtąd przed 16:00 wyruszono pociągiem rejsowym, by po 10 minutach wysypać się z niego i piechotą ruszyć na Olimpijską. Pod bramami stadionu przyjezdni pojawili się na nieco ponad godzinę przed meczem. Patrząc na przepustowość dwóch małych kołowrotków prowadzących na sektor gości, można było mieć spore obawy, co do sprawnego wejścia. Ochrona strasznie się ślimaczyła, skrupulatnie sprawdzając listy, pesel i trzepiąc mozolnie. Dopiero interwencja działacza Widzewa sprawiła, że proces wpuszczania na obiekt przyspieszył się. Ostatni fani posiadający wejściówki weszli na sektor tuż po pierwszym gwizdku. Kilkunastu osobom udało się jakoś wbić przez bramy i łącznie w "klatce" zasiadło ok. 400 kibiców. Pozostałym dwustu, w tym kilkudziesięciu fanom Ruchu, nie udało się zaliczyć wyjazdu, mimo iż bilety jeszcze były. Na przeszkodzie stanął brak opcji dopisania delikwentów do listy. Zawiedzeni kibice opuścili tereny stadionu i rozjechali się do domów nie widząc szans na wejście.
Na sektorze zawisły 4 flagi: "Łódzki Widzew", "Władcy Miasta Włókniarzy", "Bałuty" i zgodowa "Criminal Family"; do tego transparent dla ŚP. Trola. Gospodarze także nieźle oflagowani. Od początku ruszają z dobrym dopingiem, a korbę nakręca im jeszcze szybko strzelony gol przez Polonistów. Stadion w Bytomiu ma na prawdę bardzo fajną akustykę. Obiekt położony jest w lekkim dole, co podobnie jak chociażby w Gdańsku, mocno pomaga w śpiewach. Widzewiacy średnio nastawieni tego dnia na wokal. Z rzadka pojawiały się pojedyncze okrzyki zagrzewające zawodników RTS do walki o 3 punkty, pozdrawiające Ruch oraz dosadne odpowiedzi na zaczepki miejscowych. Doping "Czerwonej Armii" nieco rozpędził się po wyrównującym golu Pinheiro oraz po każdej niewykorzystanej dogodnej okazji bramkowej.
W drugiej połowie śpiewy Polonistów nieco przygasły, ale i doping Widzewiaków stał na niskim poziomie i był mocno rwany. Gospodarze obudzili się w 65min, kiedy objęli prowadzenie. Euforia z bramki oraz doping w szale radości niosły się konkretnie, ale nic poza tym. Bytomianie wyładowali też pokłady frustracji krzycząc do gości: "Coście tak cicho?". W odpowiedzi usłyszeli to samo, gdy kwadrans później wyrównał Grzelczak. Na trybunach miejscowych cisza, jak makiem zasiał :-) Następnie ożywienie wśród Widzewiaków, którzy troszkę pośpiewali i poskakali. Masowo złapano się też za głowy, kiedy Grzelak przestrzelił w sytuacji "sam na sam" w końcówce meczu. Gospodarze do końca spotkania już ze średnim dopingiem.

Opraw z obu stron brak. Widać, że mecz z Widzewem nie wyzwolił wśród Polonistów tak dużej mobilizacji, jak derbowa potyczka z Ruchem sprzed tygodnia. Fani z Bytomia są też niejako sztabem wyborczym Damiana Bartyli. Prezes Polonii startuje w tegorocznych wyborach samorządowych na fotel prezydenta miasta. Popierają go oczywiście kibice niebiesko-czerwonych, którzy od dawna walczą z miastem o nowy stadion dla swojego klubu. Ze "swoim" prezydentem byłoby o to dużo łatwiej, toteż na płocie zawisły transparenty dyskredytujące konkurenta Bartyli w wyborach, obecnego włodarza Bytomia. Z trybun poleciały także pozdrowienia dla Pana Prezesa, którego dzień przed meczem zatrzymało CBA. Legendzie miejscowego klubu zarzuca się ustawianie spotkań.

Piłkarsko znów zawód. Spotkanie z Bytomianami jak najbardziej do wygrania. Zawodnicy Widzewa nie wykorzystali wielu sytuacji strzeleckich. Zwłaszcza pod koniec pierwszej połowy słychać było wiele jęków wśród łódzkiej publiczności, gdyż pudłowali Robak, Sernas, Grzelczak. Piłkę meczową miał też Rafał Grzelak, ale będąc oko w oko z bramkarzem trafił w jego nogi. Po raz kolejny szkoda straconych 2 punktów, bowiem mecz spokojnie mógł się zakończyć, jak potyczka ze Śląskiem, czyli pewną wygraną.

Podsumowując mecz dostarczył emocji boiskowych, ale nie stał na jakimś wysokim poziomie kibicowskim. W obu ekipach widoczny był brak specjalnej korby. Kibiców czeka teraz przerwa w rozgrywkach. Na stadiony powrócą 15 października i od razu czeka nas szlagierowy mecz z Legią w Łodzi. Jak ważne jest to spotkanie dowiedzieli się także piłkarze Widzewa, którzy podchodząc wczoraj pod sektor gości oprócz braw za walkę usłyszeli: "RTS wygrajcie z Legią!" I oby tak było!

2010/2011 Ruch Chorzów - Widzew Łódź

27.10.2010 (1:1)

 

Video

 

Relacja

Około 2000 kibiców Widzewa zjechało w sobotę do Chorzowa. Jak na mecz przyjaźni przystało, spotkanie zakończyło się remisem 1:1.

Oficjalnie fani RTS-u pokutowali za wydarzenia z Bydgoszczy i na sobotni mecz obowiązywał drugi już zakaz organizacji wyjazdu. Oczywiście PZPN zapomniał, że kibice Widzewa są również kibicami Ruchu i z pewnością na meczu indywidualnie i każdy z osobna pojawi się :) W związku z tym, że zakaz jednak respektowany był, Łodzianie nie mięli możliwości dystrybucji biletów na sektor gości. Aby dostać się na sektory gospodarzy, od tego sezonu, należy wyrobić specjalną kartę kibica. W celu ułatwienia jej nabycia kibicom Widzewa umożliwiono dokonanie tego w Łodzi podczas spotkań ze Śląskiem i Zagłębiem. Także w dniu meczu chorzowscy kasjerzy pracowali ze zdwojoną siłą, by wszyscy chętni zdążyli wejść na stadion. Udało się bez większych zatorów i 7000 przyjaciół mogło zasiąść na trybunach przy Cichej 6. Choć na stadionie na początku meczu było jeszcze sporo wolnych miejsc. Mecze zgodowe mają to do siebie, że integrujący się fani mają skłonności do zapominania o upływającym czasie i w okolicach stadionu dyskutują i śpiewają w asyście napojów wysokoprocentowych :) Na płotach zawisło 5 flag RTS ("Drezdenko", "Władcy Miasta Włókniarzy", "Bałuty", "Łódzki Widzew" oraz zgodowa "Criminal Family").
Z początku łódzki "młyn" zasiadł na łuku obok "klatki". Stamtąd Widzewiacy prowadzili doping przez ok. 10 min włączając doń cały stadion. Po pozdrowieniach dla działaczy piłkarskiej centrali "Czerwona Armia" przeniosła się na młyn gospodarzy. Jeden wspólny, mocno ubity "kocioł" prezentował się bardzo okazale; zarówno pod względem dopingu (gdyby nie wypite wcześniej trunki, byłoby jeszcze lepiej), jak i wizualnie. Z sektora nr 8 na przemian słychać było pieśni chwalące obie drużyny i zagrzewające je do walki i lepszej gry. W 37min w górę poderwała się czerwona cześć stadionu, bowiem prowadzenie Widzewowi dał Piotrek Grzelczak. Swoje powody do radości Niebiescy mięli na 12 min przed końcem meczu, gdy eks-widzewiak Piech wyrównał. Przez całe spotkanie trwała niesamowita zabawa na trybunach. Do momentami konkretnych uderzeń wokalnych młyna dołączała się tradycyjnie "Dziesiona", ale też i trybuna prosta. W każdym miejscu obiektu Widzewiacy wymieszani byli z miejscowymi i wspólnie świętowali...remis ;)
Po meczu piłkarze obu zespołów podziękowali kibicom za doping. I jedni i drudzy zawodnicy byli z pewnością zawiedzeni. Widzewiacy, bo prowadzili przez godzinę i nie udało się dowieść zwycięstwa, Niebiescy z powodu straty 2pkt na swoim boisku. Na trybunach natomiast radość ze sprawiedliwego podziału.
Po zawodach fani R&W ruszyli na miasto by wspólnie balować do białego rana. W wielu zakątkach Chorzowa słyszano chwalące oba kluby pieśni. Inni balangowali w zaprzyjaźnionych miastach-FC Ruchu. Niemało Widzewiaków wracało do domów dopiero w niedzielę, a rekordziści zostali, by poczekać do piątkowego meczu Widzewa w Bytomiu ;)
Pragniemy gorąco podziękować wszystkim kibicom Ruchu za jak zawsze niezapomniane przyjęcie i już teraz zapraszamy do Łodzi na wiosnę. Spotkanie rewanżowe na początku kwietnia.

2010/2011 Arka Gdynia - Widzew Łódź (1:1)

12.09.2010 (1:1)

 

Relacja

Pomimo zakazu wyjazdowego w Gdyni pojawiło się 180 fanatyków Widzewa. Na stadionie zasiąść mogli oni dzięki uprzejmości kibiców Arki.

Za wydarzenia z Bydgoszczy Polski Związek Piłki Nożnej nałożył na kibiców Widzewa karę w postaci zakazu organizacji na dwa najbliższe ligowe mecze wyjazdowe: Gdynię i Chorzów. Organizator spotkania nie przysyłał biletów do Łodzi, a fani RTS-u nie mogli najechać na Trójmiasto wspólnie i w porozumieniu ;-) Jak sama nazwa wskazuje restrykcja ta odnosi się tylko do zorganizowanej grupy, toteż Stowarzyszenie "Fanatycy Widzewa" wzięli w ten weekend wolne.

To, że wyjazd nie był formalnie organizowany nie oznacza rzecz jasna, że na meczu w Gdyni zabraknie kibiców Widzewa. Wszak Konstytucja RP umożliwia każdemu polskiemu obywatelowi swobodne poruszanie się po kraju. W związku z tym nad Bałtykiem pojawili się sympatycy piłki nożnej, którzy szczególną sympatią dażą klub z Al. Piłsudskiego 138.

Arka, z powodu trwania prac budowlanych na piłkarskim obiekcie MZKS-u, rozgrywa swoje mecze na Narodowym Stadionie Rugby, leżącym w sąsiedztwie. Stadion ten może pomieścić jednak 2,5tyś widzów. Większość gdyńskich fanatyków zaopatrzyła się więc w karnety, aby nie musieć co mecz walczyć o bilety. Te, które zostały rozeszły się błyskawicznie. Wybierający się "w ciemno" fani Widzewa musieli więc mieć świadomość, że niełatwo będzie obejrzeć w akcji swoich pupili. Nie od dziś jednak wiadomo, że zakazy lub inne ograniczenia nie są dla "Czerwonej Armii" żadną przeszkodą. W przeciwieństwie do innych klubów, które takie przeszkody uznają wręcz za doskonałą wymówkę do zaliczenia wyjazdowego "zera", Widzewiacy nie odpuszczają.

Kibicom Arki, którym nie obca jest hasło "Piłka nożna dla kibiców", udało się zorganizować ok. 60 wejściówek. Na nie załapali się stali wyjazdowicze oraz osoby posiadające tzw. "karnety wyjazdowe". Pozostali musieli kombinować. Fani z pobliskich FC podjechali po bilety trochę wcześniej. W pierwszej kolejności na stadion weszli właśnie posiadacze wejściówek i zajęli sektor pod młynem Arkowców.

Po odśpiewaniu klubowego hymnu kibice Arki ruszyli z ciekawym i głośnym dopingiem. Sporego animuszu śpiewom dodawał dach. Ubrany na żółto-niebiesko młyn miał na wyposażeniu kilka oryginalnych pieśni i wypadł zdecydowanie lepiej na tle innych ekip, które mocno upodobały sobie zagraniczne "covery".

W 10min meczu na trybuny udaję się dostać pozostałym fanom Widzewa i łącznie melduje się ich w Gdyni 180 osób. Doniosłym "Łódzki Widzew na zakazie" oraz "Jesteśmy zawsze tam..." oznajmione zostało stanowisko wobec wszelakich kłód rzucanych pod nogi przez działaczy z piłkarskiej centrali. Następnie wspólnie z fanami Arki wykrzyczane zostaje "Piłka nożna dla kibiców, słychać też serdeczne pozdrowienia dla decydentów z PZPN oraz bywalców stadionu przy Al. Unii 2 w Łodzi. Gdynianie z ust Widzewiaków usłyszeli też podziękowania za pomoc w dostaniu się na stadion.

Chwilę później swój moment radości mają goście. 3/4 trybuny ucichło i słychać było jedynie radość Widzewiaków z prowadzenia, jakie dał im Darvydas Sernas. Arkowcy pozbierali się jednak i od razu ostro biorą się do pracy, aby dopingiem pomóc swoim piłkarzom. Nagrodzeni zostali w 30min meczu, kiedy padł wyrównujący gol. Od tego czasu młyn Gdynian bawi się i dopinguje na niezłym poziomie, toteż i Widzewiakom ciężko przebić się przez śpiewy miejscowych. Udaje się to kilkukrotnie i to z niezłym efektem. W drugiej połowie fanatycy RTS wykorzystują też zbieżność pieśni, jakie w repertuarze mają obie ekipy i wchodzą w melodię z własną wersją słowną :) W dalszej części meczu trwa nadal dobry doping kibiców Arki, który z czasem mąci słaba ich zdaniem praca arbitra.

Spotkanie ostatecznie kończy się remisem 1:1. Ostatni gwizdek, patrząc przez pryzmat słabej gry Widzewiaków, zwłaszcza w obronie, przyjęty został z ulgą, choć nie tak miało być. Na koniec zawodnicy tradycyjnie dziękują fanom za doping i obecność. Podziękowania raz jeszcze skierowano także do kibiców Arki za wszelką pomoc jakiej udzielili gościom, by mogli oni wspierać swój ukochany klub. Raz jeszcze dziękujemy!

 

2010/2011 Zawisza Bydgoszcz - Widzew Łódź (0:3)

Puchar Polski 29.08.2010 /0:3/

 

 

Video

 

Relacja

Na arcyciekawy mecz pucharowy do Bydgoszczy dotarło 1000 Widzewiaków, w tym setka "Niebieskich". Zawody dostarczyły sporo emocji, nie tylko sportowych. Poniżej opis środowych wydarzeń: Relacja z przebiegu środowego wyjazdu (znaleziona gdzieś w sieci ;-):


Spotkanie z Zawiszą wzbudzało wielkie emocje już od chwili losowania par 1 rundy Pucharu Polski. Od razu Widzew zgłosił zapotrzebowanie na maksymalną pulę biletów (1080) oraz zaczął starania o kolejne. Załatwiany był także pociąg specjalny, jaki przewieść na miejsce miał łódzkich fanatyków. Także w Bydgoszczy trwała mobilizacja. Wiadomo jakie uczucia budzi w kibicach "Zetki" zespół Widzewa. Spodziewać można było się również licznej delegacji ŁKS-iaków. Można by rzec, że meczem tym żyła przez kilka dni cała kibicowska Polska. Jak się okazało nie tylko przed nim, ale także i po.

Początkowe problemy ze "specjalem", wynikające z braku wolnych jednostek w łódzkiem, zostały jakoś rozwiązane i Widzewiacy mogli wyruszyć razem w kujawsko-pomorskie. Pociąg wystartował po godzinie 10:00 z Łodzi Niciarnianej.

Podróż mijała spokojnie lecz mocno się dłużyła. Spółka PKP ustaliła bowiem długą trasę z wieloma objazdami tak, by "specjal" nie kolidował z rejsowymi pociągami. Jeden z takich pociągów spotkał się jednak z grupą Widzewiaków na peronie w Kutnie. Podróżujący nim kilku kibiców ŁKS miało sporego pecha i przejazdu z pewnością nie zaliczą do udanych, tracąc przy okazji barwy. Po dłuższym postoju w Toruniu (oczekiwanie na dojazd kilku spóźnionych aut) pociąg wyjeżdża na ostatnią prostą i adrenalina powoli zaczyna się podnosić. W momencie mijania stadionu, zerwany zostaje hamulec ręczny i z pociągu wysypuje się ok. 150-200 osób chętnych do spotkania z miejscowymi fanami. Fani RTS wybiegają na boczne boisko i nawołują do zabawy stojących pod kasami kibiców Zawiszy i ŁKS-u. Droga jednak zostaje odcięta przez liczne oddziały policji w towarzystwie armatki wodnej. Dodatkowo mundurowi zachodzą Widzewiaków od tyłu, więc wszyscy wracają do pociągu, nie widząc już szans na "randkę".

Następnie pociąg spokojnie już dojeżdża na dworzec i "Czerwona Armia" rusza pochodem z powrotem w kierunku bydgoskiego obiektu. Policja była w tym momencie mocno spanikowana i zdezorientowana zwłaszcza, że chwilę po wycofaniu się W&R z bocznego boiska, miejscowi wjeżdżają na stadion z bramą. Wobec tego wszyscy kibice gości zostają wpuszczeni na trybuny w tempie ekspresowym, bez dokładnego sprawdzania biletów, prawie bez kontroli. W sektorze dla przyjezdnych meldują się więc wszyscy, którzy dojechali na miejsce. Łącznie ok. 900 Widzewiaków i 100 kibiców Ruchu Chorzów. Liczba ta uznana została za na prawdę godną, zwłaszcza w środku tygodnia, pod koniec wakacji, gdy ludzie są już zazwyczaj spłukaniz kasy. Na płoty wędrują flagi, a kibice zaznaczają swoją obecność standardowym "Jesteśmy zawsze tam...". Następnie spora porcja pozdrowień skierowanych do kibiców Zawiszy, którym Widzew mocno współczuję "skoku w bok" w wykonaniu ich przyjaciół z Al. Unii, którzy romansują z wielką kosą "Zetki" - Lechem. Daje się też zauważyć brak jakiegokolwiek oflagowania ze strony ŁKS&Z, co wydaje się dziwne. Starcia z policją nie trwały przecież cały mecz, a płótna nie pojawiły się w ogóle. Widzewiacy sugerowali, że być może fany padły łupem jakichś "rabusiów z Poznania" ;) (jak m.in. niedawno "Bandyckie Leśne"). Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem pod kasy gospodarzy podjeżdża 60-osobowa grupka kibiców Widzewa z Grudziądza, którzy na mecz podróżowali osobno. W związku z tym będący już na trybunach gospodarze próbują wydostać się ze stadionu, by przywitać gości z WFCG. Na ich drodze stają liczne jednostki policji, które uniemożliwiają koalicji Z&ŁKS opuszczenie trybun. W tym samym czasie także i Widzewiacy wychodzą na tył sektora, aby spróbować wyjść wrogom na przeciw; jednak i oni zostają zatrzymani. Po starciach z policją W&R wracają z powrotem na sektor, gdyż jasnym było już, że zbyt duża odległość dzieląca obie ekipy oraz interweniujący mundurowi, uniemożliwią jakiekolwiek konstruktywne działania. Zamiast ryzykować niepotrzebne wpadki goście odpuszczają. W sektorach gospodarzy trwa natomiast regularna walka pomiędzy kibicami a policją, która w zanadrzu ma sporo gazu.

Na boisku zaczęła się gra i młyn Zawiszy startuje z dopingiem. Z początku bardzo fajny doping, któremu animuszu dodaje dach, z czasem słabnie. Repertuar miejscowych fanów, to w zdecydowanej większości albo wrzuty na Widzew albo pieśni pro ŁKS. Z rzadka tylko słychać było pieśni chwalące Zawiszę. "Czerwona Armia" w tym czasie dopinguje swoich piłkarzy, którzy dość wcześnie strzelają bramkę i humory znacznie poprawiają się. W pewnym momencie na trybunach gospodarzy pojawiają się mundurowi. Sytuacja na stadionie uspokoiła się, więc decyzja o wkroczeniu na sektory była wysoce niefortunna. Policjanci otrzymali zapewne rozkazy zatrzymania osób biorących udział w zajściach, ale jedyne czego dokonali, to zaostrzenie konfliktu i zrobiło się bardzo gorąco. Policja pałuje kogo popadnie, w tym zupełnie przypadkowe osoby kibicujące w młynie. Bezsensowna prowokacja ze strony służb zaognia sytuację i fani postanawiają wyprosić policjantów z trybun. Dochodzi do swoistej wojny, w wyniku której delegat z ramienia PZPN postanawia przerwać mecz. W 42min piłkarze schodzą do szatni, a na stadionie wrze. W czasie walk kibiców Zawiszy i ŁKS, Widzewiacy intonują znane przyśpiewki: "Zawsze i wszędzie..." i "Zostaw kibica..." oraz zaprzestają dopingu dla swojego klubu. Wielkie zdziwienie więc ogarnęło sektor gości, gdy miejscowi fani krzyknęli "My walczymy, wy siedzicie". Nie wiadomo czego oczekiwali kibice "Zetki". Może Widzew miał wyskoczyć z sektora i biec gospodarzom na ratunek? A może również narażać się na niepotrzebny przypał i dążyć do z góry przegranych prób spotkania? Szkoda, że mocni w słowach kibice nie próbowali zaskoczyć RTS przed lub po meczu poza stadionem. Po ok. 20min przerwy z głośników przemówił lider bydgoskiego młyna z prośbami o spokój i powrót na miejsca, by dokończyć mecz. Kibice Zawiszy wracają więc na sektor, zwłaszcza że policjanci zostali praktycznie wyparci poza trybuny. Zawodnicy wracają na murawę, aby dograć parę minut brakujące do końca pierwszej połowy. Atmosfera  nieco się przerzedza, lecz wciąż słychać wystrzały policyjnych shotgunów, dodatkowo wzmaga się spory wiatr. Z uwagi na to oraz z obawy o realną możliwość nie wyjścia piłkarzy na 2 połowę, łódzcy ultrasi postanawiają zaprezentować meczową oprawę w przerwie. Wiatr wyginał przygotowane transparenty, ale jakoś udało się wszystko pokazać. Na trybunie rozciągnięto sektorówkę z namalowanym pucharem i herbem Widzewa, a napisy na niej i na transach utworzyły hasło: "Puchar odpuszczają mało waleczni, a Widzew ambitnie, bo gra jest warta świeczki". Hasło to miało podwójne przesłanie. Z jednej strony nawoływało piłkarzy do ambitnej walki w Pucharze Polski, a z drugiej strony uderzało w fanów ŁKS, którzy olali własny klub w środowy wieczór. Całości prezentacji  towarzyszył pokaz fajerwerków, petard, stroboskopów oraz paru rac; słowem "łódzka masakra pirotechniką" ;). Podczas przerwy rozkręca się też bardzo fajna korba i z sektora gości słychać na prawdę bardzo fajny doping. W drugiej połowie, która jednak doszła do skutku, Widzew siada już wokalnie. Na boisku gładkie prowadzenie Łodzian, więc fani RTS bawią się w prowokacje i uszczypliwości wobec miejscowych. Z Zawiszy zrobiony został istny "rogacz", wszystko to związane oczywiście z romansem ŁKS z Lechem. Ciśnienie Bydgoszczanom musiało też podnieść: "Kto nie skacze, kocha Lecha...". Ogólnie goście już do końca meczu odpuszczają doping (z kilkoma zrywami) i wymieniają komplementy z rywalami. Zwłaszcza, że na meczu z Zawiszą czuć można było się, jak na derbach Łodzi. Odnosiło się wrażenie, że nie gramy z zespołem "Zetki", ale z ŁKS-em. Zwłaszcza, że oprawa miejscowych była oczywiście utrzymana w tonie "anty Widzew". Przekreślonemu napisowi RTS na sektorówce towarzyszyły kartoniki oraz napis: "W Bydgoszczy dobrze to wiedzą, ŁKS ma kurwę (w czerwono-biało-czerwonych barwach) za miedzą". Cóż, hasło może i śmieszne, ale pokazuje tylko kompleks "Rodowitych Łodzian". Odpuszczenie wyjazdu do Elbląga (drugie wyjazdowe 0 z rzędu) świadczy tylko o tym, że magia Widzewa ściągnęła fanów ŁKS do Bydgoszczy (okreśłli się na 300-400 osób). Gorzka prawda o tym fakcie oraz o miłości do Kolejorza do tego stopnia ukłuła ŁKS-iaków, że ci odpowiedzieli haniebnym: "Gdzie macie Trola...?". Chłopcy z Karolewa pili do niedawnej śmierci jednego z kibiców Widzewa. Buractwo te pozostawiamy bez komentarza... Miejscowi wyciągnęli też flagi na kijach w niebiesko-czarnych barwach, jednak ze względu na mruczenie temu towarzyszące oraz fakt, że flagami machał jedynie wiatr, trudno nazwać to oprawą przez duże "O".

Spotkanie z Zawiszą nie rozczarowało. Działo się na nim sporo i momentami czuć było klimat lat 90-tych. Szkoda tylko, że za tą zabawę kibice zapłacą wyrokami, a i kluby poniosą spore koszta. Mecz może nie obfitował w piękne oprawy i magiczny doping, ale z pewnością wizyta łódzkich fanów na długo zostanie zapamiętana. Nic nie zapowiada bliższego spotkania obu ekip w najbliższym czasie, a i "sierotka" w PZPN zastanowi się z pewnością za rok, jak wylosować pary ;)

Podróż do Łodzi bez zakłóceń. Niemiła niespodzianka czekała na kibiców Widzewa na docelowej stacji. Wyjazdowiczów przywitał komitet w postaci ogromnej ilości policji, która na rozkaz Komendy Głównej 2h spisywała i kamerowała wszystkich wysiadających z pociągu. Gratulujemy inwencji!

Dziękujemy setce fanów chorzowskiego Ruchu za wsparcie w Bydgoszczy!

2010/2011 Korona Kielce - Widzew Łódź (1:2)

20.08.2010 - /1:2/

 

Video

 

Relacja

900 Fanatyków Widzewa (w tym 4 kibiców Ruchu Chorzów) pojawiło się w Kielcach. Fani mogli świętować pierwszą ligową wygraną z Koroną Kielce w historii potyczek obu klubów. Radość z 3pkt była więc ogromna. Już od godziny 13:00 pod stadionem przy Piłsudskiego w Łodzi zaczęli gromadzić się fani Widzewa, których łączył jeden cel – wyjazd do Kielc, by dopingiem pomóc zawodnikom w zwycięstwie. Kolumna 12 autokarów, 2 busów i kilku samochodów ruszyła wspólnie ok.  14:00. Na miejscu do głównej grupy dołączyły auta kibiców z pobliskich terenów oraz innych FC oddalonych od Łodzi, którzy bliżej mięli bezpośrednio do Kielc. Łącznie pod wejściem na sektor gości pojawiło się 900 fanatyków. W pierwszej kolejności na stadion wchodzili posiadacze biletów obecni na liście wyjazdowej, czyli równo 770 osób. Później dość nieoczekiwanie pozostałym kibicom pozwolono utworzyć dodatkową listę i sprzedać im  bilety umożliwiające wejście na obiekt. Było to sporym zaskoczeniem, bowiem kieleccy organizatorzy słyną raczej z robienia kibicom gości dodatkowych problemów, a tu taka miła niespodzianka. Fani, którzy mimo braku wejściówki wybrali się na mecz mięli więc sporą nagrodę za to, że zamiast siedzieć w domu w towarzystwie „Sopcasta” lub spinać na forach, wybrali się do Kielc w ciemno. Ostatecznie wszyscy Widzewiacy pojawili się w sektorze dla przyjezdnych.  Żeby nie było jednak tak słodko i kolorowo w działaniach organizatorów, swój popis dali ochroniarze. Do konieczności zostawiania w depozycie pasków do spodni fani w całym kraju już zdążyli przywyknąć. Tym razem hitem okazał się zakaz wejścia na stadion w barwach innego klubu, niż Widzew! Kibice, jacy przyjechali w świętokrzyskie w bluzach lub koszulkach zaprzyjaźnionego Ruchu, mięli obowiązek zostawić tę część garderoby w depozycie. Jak widać idiotyzm wcale nie osiągnął jeszcze maksymalnego pułapu i wciąż szybuje. Na szczęście dzielnym ochroniarzom wybito ten pomysł z głowy i nikt barw Niebieskich nie oddał. Ciekawe kiedy dożyjemy czasów, kiedy zabronione będzie wejście na stadion w białej koszulce: – bo to rasizm, czarnej – kolor chuliganów, czy czerwonej – komuniści. Paranoja!

Widzewiacy, wraz z ubranymi w barwy Ruchu bandziorami ;), ładują się w sektorze, który zostaje dobrze oflagowany. Było to na jakieś kilkadziesiąt minut przed pierwszym gwizdkiem, więc niektórzy fani wykorzystują ten fakt w celu przetestowania miejscowej gastronomii i recenzje wystawione tamtejszej „giętej” były bardzo pochlebne. Ciekawe kiedy Widzew doczeka się w Łodzi takich warunków: sklepu, czy toalet z prawdziwego zdarzenia. Na kilka minut przed meczem stadion przy ul. Ściegiennego wypełnia się w 60-70%.  W Kielcach padało przez całą niedzielę, więc cześć tzw. „piknikowej” widowni została w domach z pilotami w rękach. Na stadionie jest dach, ale nowy stadion, który w swoim czasie napędził sporą liczbę popularnych Januszów, nie przyciągnął tylu bywalców, ile może.  Nie zabrakło jednak fanatyków Korony, którzy mimo warunków zawsze pojawiają się w młynie, by wspierać swoją drużynę. Spiker z gęsto podwieszonych pod dachem głośników raczył wszystkich muzyką techno i nie miał zamiaru wcisnąć przycisku „STOP” nawet, gdy na murawę wychodzili już zawodnicy obu drużyn. Jest to kolejny efekt uboczny tzw. „nowoczesnego kibicowania”. Jeszcze przed pierwszym gwizdkiem sędziego na stojąco odśpiewany zostaje hymn państwowy. Na całe szczęście z głośników nie leciał żaden dyskotekowy przebój lata, a melodia „Mazurka Dąbrowskiego”, który intonowany był z okazji święta państwowego przypadającego na niedzielę – „Święto Wojska Polskiego” (rocznica „cudu nad Wisłą”). Zaraz po tym wydarzeniu, równo z pierwszym kopnięciem piłki, fani obu zespołów ruszają z dopingiem. Widzewiacy zaczęli dość mocno jednak stracona w 20min bramka podcięła skrzydła Łodzianom, dając oczywiście chwilowego kopa miejscowym kibicom. Stracony gol obniżył wokalne możliwości. Widząć co się święci, prowadzący doping, postanawiają nieco rozbujać niemrawe towarzystwo. Sektor gości dzieli się na dwie cześći: lewą i prawą i dochodzi do rywalizacji pomiędzy obiema grupami. Nie był to jednak zwykły podział na połowy w celu śpiewania pieśni, ale swoista wojna na gardła pomiędzy kolegami po szalu. Grupy próbowały nawet zachęcać się w swoich szeregach do zmiecenia „przeciwnika” oraz zniechęcać ich. W pewnym momencie lewa strona zaśpiewała prawej „Jaki tu spokój…”, co w połączeniu z falowaniem rąk rozbawiło wszystkich. Pomysł z urozmaiceniem dopingu wprowadzający istną korbę na zabawę w sektorze okazał się strzałem w dziesiątkę! Fani po tym już w wspólnie ruszają z konkretnym dopingiem i wysiłki zostają nagrodzone. Pięknym strzałem głową popisał się Darvydas Sernas i w Kielcach mięliśmy remis 1:1. Nakręceni zabawą i strzelonym golem Łodzianie już do końca pierwszej połowy głośno śpiewają. Zaznaczony zostaje też fakt,  że w szeregach „Czerwonej Armii” zasiada liczna ponad 100-osobowa, grupa kibiców z województwa świętokrzyskiego! Okrzyk „Świętokrzyskie jest widzewskie” skwitowane zostaje przez gospodarzy gwizdami. To dobrze, bowiem Scyzoryki dali w ten sposób znać, że mocno boli ich działalność FC Widzewa na ich własnych (jedynie administracyjnie) terenach.

Po przerwie doping w sektorze dla przyjezdnych znów nieco osłabł i tym razem za próbę jego ratowania znów wziął się Sernas, który wpakował Koronie bramkę na 2:1. To wprawiło Widzewiaków w spory entuzjazm. Gdy doping zaczynał się porządnie rozkręcać Łodzianie niepotrzebnie dali się sprowokować grupce gamoni zasiadających za bramką Mielcarza. Ci odważni w słowach widzowie pajacowali w kierunku przyjezdnej grupy, dodatkowo gości irytowało zachowanie piłkarzy „złocisto-krwistych”, którzy nie wybijali piłki, gdy na murawie leżeli kontuzjowani zawodnicy Widzewa oraz sędziego, który gwizdał na potęgę jakieś wyimaginowane faule dla miejscowych. Nastąpiła krótka wymiana uprzejmości z „fanatykami” Korony, po czym Widzewiacy skupili się już na wspieraniu swoich pupili.  A pomoc ta była im szczególnie potrzebna, bowiem zespół Korony niebezpiecznie rozpędzał się i piłka kilkukrotnie tylko minimalnie mijała widzewską bramkę. Drużyna Widzewa dotąd jeszcze nigdy nie wygrała z Koroną (nie licząc „sparingów” w śmiesznym Pucharze Ekstraklasy), więc popyt na zwycięstwo był ogromny. Z każdą minutą doping dla Widzewa brzmiał coraz głośniej lecz także rosły obawy przed powtórką sprzed 2 lat. Wówczas na tym stadionie „czerwono-biało-czerwoni” także prowadzili 2:1, by stracić gola w samej końcówce meczu. W ok. 80min w sektorze zaintonowana została „Sevilla” i widzewska dzicz odleciała. Pieśń ta nakręcała się z każdą upływającą minutą i w pewnym momencie było naprawdę kozacko! Śpiewy trwały nie tylko do ostatniego gwizdka, ale także długo po nim. Następnie fani wraz z piłkarzami wspólnie cieszyli się z victorii oraz nagrodzili ich zasłużonymi brawami za walkę oraz korzystny rezultat. Najwięcej pochwał zebrali Sernas – bohater wieczoru, a także Mielcarz i oglądający z trybun mecz Robak. Dwaj ostatni, to byli gracze Korony, którzy obecnie nie cieszą się wśród Koroniarzy zbyt wielkim szacunkiem. Po ok. półgodzinnym oczekiwaniu bramy stadionu otwarły się dla gości i po zapakowaniu w autokary szczęśliwi Widzewiacy ruszyli do domów.

Jeżeli chodzi o fanów Korony, to na pochwałę zasługuje próba dopingu do ostatnich minut bez względu na niekorzystny wynik. Choć śpiewy gospodarzy nie powalały na kolana, a słychać je było wyłącznie w chwilach przestoju Widzewiaków, to  warto podkreślić, że kibice byli z drużyną do ostatniego gwizdka. Tym razem ultrasi obu klubów nie zaprezentowali żadnych opraw. W tym sezonie liga jest bardzo mocna jeżeli chodzi o skład, więc siły i przede wszystkim możliwości finansowe ultrasi muszą rozkładać rozważnie, aby prezentować efektowne choreografie przez cały sezon.

Podsumowując na pewno wyjazd był bardzo udany. Głównie ze względu na wynik meczu, ale również także z powodu kilku fajnych momentów na trybunie. Były okresy naprawdę bardzo dobrego szału wokalnego, ale też było kilka niepokojących przestojów. Ogólnie Widzewiacy kolejny raz pokazali się w Kielcach z dobrej strony. Jak wypadli na tle innych ekip bywających na stadionie Korony, musieliby się wypowiedzieć miejscowi fani.