Widzew 2011/2012

2011/2012 Korona Kielce - Widzew Łódź (0:2)

03.05.2012 (0:2)

 

Video

 

Relacja

Na ostatnim w tym sezonie wyjeździe, w Kielcach, pojawiło się 777 kibiców Widzewa. Łodzianie pokonali Koronę 2:0.

 Mecze wyjazdowe w Kielcach mają to do siebie, że o dziwo są bardzo popularne wśród anonimowych kibiców. Nikomu bliżej nieznani fani pojawiają się jak grzyby po deszczu i uaktywniają swoje chęci pobytu w sektorze gości właśnie podczas potyczek z Koroną. Ma to być może związek z występowaniem sporej ilości uśpionych kibiców w woj. świętokrzyskim, a i swoje dołożył fakt, że do sierpnia czekać będzie ligę letnia przerwa.

Działacze kieleckiej drużyny przysłali tym razem do Łodzi zaledwie 710 biletów. Pojemność sektora zmniejszono tłumacząc się rzekomymi pracami na nim, czego w ogóle nie zauważono. Wobec tego spora część fanatyków musiała obejść się smakiem, a wejściówki tradycyjnie przy deficycie powędrowały do regularnie udzielających się i jeżdżących kiboli z łódzkich osiedli oraz fan clubów. Nie zraziło to grupy ok. 30 sympatyków RTS, która rozproszona zasiadła na sektorach miejscowych. Podobna ilość fanów przestała mecz na parkingu, a w sektorze udało się zasiąść 717 fanatykom, co  łącznie dało symboliczną liczbę 777 osób :-)

Główna grupa do celu dojechała na półtorej godziny przed meczem. W Kielcach przywitała ich fatalna pogoda: zimno, burza oraz rzęsiście padający deszcz. Na skutek tego pierwsi fani szybko załadowali się do zadaszonej "klatki", a następni, widząc granatowo-szare niebo i tłok pod kołowrotkami, pochowali się do samochodów, aby przeczekać oberwanie chmury. Na szczęście im bliżej było do pierwszego gwizdka aura poprawiała się i na jakieś pół godziny przed rozpoczęciem meczu przestało padać. Wówczas duża większość podróżników weszła na trybuny. Samo pokonanie bramki było dość dobrze zorganizowane, zwłaszcza jak na "standardy" kieleckiej Areny, o których przekonała się chociażby Legia podczas finału Pucharu Polski. Co ciekawe, aby wejść na obiekt należało poddać się obowiązkowo kontroli wykrywaczem metali! Istny szok! Na szczęście tym razem ochroniarzom nie wpadł do głowy pomysł z wysyłaniem barw Ruchu do depozytu.

Sektor Widzewiacy oflagowali, jak zawsze, godnie. W Kielcach zawisły flagi: "Opoczno", "Skarżysko-Kamienna", "Starachowice", "Olechów & Janów", "Londyn", "Radogoszcz", "Żabieniec", "Chojny", a także ogólno-widzewskie "Łódzki Widzew", "Widzew Łódź",  "Widzew Polska" oraz ponownie małe płótno pabianickich "bandziorów" ;-)

Ponieważ mecz rozgrywany był 3 maja, jego rozpoczęcie poprzedziło odegranie "Mazurka Dąbrowskiego", którego słowa odśpiewano w "klatce". Chwilę później odpowiednio "pozdrowiono" red. Derdzikowskiego. Następnie "uwielbiany" na Widzewie sędzia Małek zaczął zawody, a łódzcy kibice ruszyli z konkretnym dopingiem. Zabawa nakręcała się bardzo pozytywnie, a humory poprawiła szybko zdobyta bramka autorstwa Dhifallaha już w 9min. Tunezyjski snajper po raz drugi trafił do siatki tuż przed przerwą i Widzew prowadził 2:0. W międzyczasie fani RTS na bieżąco śledzili wyniki na pozostałych stadionach (wszystkie mecze 29 kolejki rozgrywano jednocześnie). Najważniejszą informacją po pierwszych 45min było prowadzenie 1:0 Lechii z Legią, co oznaczało pewny spadek ŁKS-u oraz brak tytułu dla "CWKS-u".

Druga odsłona meczu przyniosła jeszcze więcej radości. W Gdańsku wciąż utrzymywało się prowadzenie gospodarzy, a na dodatek napłynęły wieści z Krakowa o tym, że Ruch prowadzi na Cracovii i mistrzostwo będzie mieć  na wyciągnięcie dłoni, a puchary już w 100% pewne. Pozytywne wieści z innych aren w połączeniu z bardzo korzystnym wynikiem Widzewa objawiały się bardzo fajną zabawą w sektorze przeznaczonym dla gości.
Zabrakło tym razem oprawy po stronie przyjezdnych. Gospodarzy, mowa o fanatykach, nie było wcale. W Kielcach trwa protest miejscowych ultrasów, którzy wskutek policyjnych represji, od dłuższego czasu nie pojawiają się na trybunach pozostawiając pusty "młyn". Walka "Scyzorów" poparta została także okrzykami ze strony Widzewiaków: "Piłka nożna dla kibiców" oraz "Zawsze i wszędzie...".

Wyniki już do końca nie uległy zmianie. Legia legła w Gdańsku tracąc szanse na wygranie ligi, a triumf Lechii przełożył się na degradację klubu z Karolewa. Szanse na tytuł zachował Ruch, choć chorzowianie zajmowali przed ostatnią kolejką tylko 2 miejsce, co powodowało, że aby sięgnąć po złoto nie wystarczy wygrać na finiszu; trzeba też liczyć  na potknięcie liderującego Śląska.
Co jednak najważniejsze, Widzew po raz drugi z rzędu przywiózł z Kielc 3pkt. Sporo było tego dnia podobieństw do poprzedniej wizyty łódzkiej delegacji przy ul. Ściegiennego. Wówczas także mecz rozgrywano w święto państwowe ("Święto Wojska Polskiego"), także przed spotkaniem padało i również dobra zabawa na trybunach przełożyła się na wygraną - i odwrotnie :-)

Sezon już niemal na ukończeniu. Pozostaje Widzewiakom już tylko godnie zakończyć rozgrywki ligowe meczem z Lechem w Łodzi. Poznaniacy zachowali szansę na puchary, a nawet, przy dużym zbiegu okoliczności, na mistrzowską koronę. Spotkanie z "Pyrami" będzie mieć więc dodatkowy smaczek. Szkoda tylko, że Widzew w zasadzie o nic już, poza prestiżem, nie walczy. Oby piłkarzom nie zabrakło ambicji, by przeszkodzić nielubianemu w Łodzi Lechowi w zdobyciu kompletu punktów.
A na wyjeździe widzimy się w sierpniu!

Ryan

2011/2012 Cracovia Kraków - Widzew Łódź (0:0)

20.04.2012 (0:0)

 

Video

 

Relacja

Liczba stadionów, których nie widziała jeszcze "Czerwona Armia", zmniejszyła się o kolejny. Na Cracovii pojawiło się 557 Fanatyków Widzewa.

 Mecz w Krakowie, był trzecią z rzędu wyjazdową wycieczką przypadającą na piątek, godzinę 18:00. Po Lubinie i  Białymstoku, przyszedł czas na "Gród Kraka" i natężenie piątkowych eskapad po kraju, o kiepskiej porze godzinowej, nieco osłabiło frekwencję i spowodowało brak kompletu. Choć narzekać nie ma co; wszak sąsiadów bijemy o jakieś 3 razy ;)
Przed spotkaniem stow. "Fanatycy Widzewa" wystosowało specjalne pismo, zaadresowane do klubów: Cracovii oraz Widzewa, a także do krakowskiej policji, w którym poinformowano wyżej wymienionych, iż podczas wchodzenia grupy wyjazdowej z Łodzi na krakowski stadion, osoby reprezentujące stowarzyszenie będą filmowały zachowanie służb porządkowych oraz funkcjonariuszy. Powód? Istny bałagan i samowolka ochroniarzy, o których przekonała się ostatnio choćby Jagiellonia. Efekt? Niespodziewanie szybkie, sprawne i spokojne wejście całej grupy z zachowaniem wszystkich "dzień dobry", "proszę", czy "dziękuję", czyli SZOK, jeśli chodzi o tamtejsze realia.


Widzewiacy, dla których pozostałe 4 mecze sezonu 2011/2012 są już raczej spotkaniami bez ciśnienia, wywiesili kolejny raz konkretne oflagowanie. Na płotach pojawiły się płótna: "Widzew Łódź", "1910", "ŚP. Troll", "Konstantynów", "Elita Pabianic", "Łódzki Widzew", "Chojny", "Radogoszcz", "Widzew Wschód", "Ultras Widzew", "Rawa Maz.", "Stare Miasto" i "Żabieniec". Pojawiły się też spontanicznie używane machajki, mała flaga Łodzi oraz okazjonalne płótno pabianickich wariatów z grupy "FC '04".


Po stronie gospodarzy o dziwo brak wyczuwalnego wzmożonego napięcia, czy mobilizacji, które powinny udzielać się kibicom drużyny rozpaczliwie walczącej o utrzymanie. Być może "Pasy" przywykły już do corocznej nerwowej walki o zachowanie miejsca w ligowej elicie.


Od początku meczu na boisku wiało wielką nudą. Akcje toczone w żółwim tempie nie podnosiły adrenaliny, toteż fani sami zaczęli dbać o poziom widowiska. Widzewiacy ruszyli z dobrym dopingiem od samego początku i mimo żenady na murawie łódczcy fanatycy bawili się w najlepsze. Młyn Cracovii także żywiołowo dopingował, ale wywnioskować to można wyłącznie wzrokowo z racji odległości między sektorami oraz dobrej akustykli "klatki". Warto też dodać, że na trybunie za bramką, obok sektora gości, zasiadła liczna i słyszalna "ekipa" małolatów z krakowskich szkół.
Pierwsza połowa zakończyła się oczywiście bezbramkowym remisem i trudno było spodziewać się innego wyniku po tym, co "zaprezentowali" osobnicy nazywani umownie piłkarzami.
Po przerwie nadal jedynie kibice stanowili jakąkolwiek wartość "esktraklasową". Widzewiacy rozkręcili jeszcze większą korbę, czemu jak zwykle pomogła zabawa z podziałem sektora na dwie części, które wzjamenie próbowały się przekrzyczeć. Bardzo duży wkład w tzw. "czachę" miała bardzo wysoka forma widzewskich bębniarzy, przy których nawet Safri Duo, to lamusy ;-)


W pewnym momencie repertuar nieco zmieniło pojawienie się wśród Krakusów grupki "kolegów" z al. Unii 2. Dla naszych lokalnych przeciwników mecze Widzewa są tak atrakcyjne, że do odpuszczania własnych spotkań doszło rónież "wąchanie" się z kolejną już ekipą. Po Bełchatowie, Lechii, Górniku, Lechu, czy zagranicznych Anderlechcie, Realu, bądź Lyonie, nadszedł czas na "Pasy". Całkiem ciekawie i niezwykle wymownie zbiegła się obecność "chorągiewek" z Karolewa z prezentacją choreografii w wykonaniu "Opravców". Otóż miejscowi ultrasi rozwinęli na młynie sektorówkę z napisem "Jude Gang", a wraz z nią transparent skierowany do Wiślaków: "Zdobywcy wielu głów - Cracovia Łowcy Psów". Gdyby dodać do tego tradycyjną już obecność na krakowskim płocie flagi z gwiazdą Dawida, trzeba przyznać, że ta ciekawa "delegacja" ŁKS-iaków musiała poczuć się jak w domu :-) .Na marginesie gospodarzom należy oddać, że prezentacja wyszła bardzo fajnie i motywy wykorzystane na sektorówce były namalowane starannie i z pomysłem. Aż prosiło się o race...


Po wymianie uprzejmości z ww. Widzewek rusza ponownie z przytupem i już do końca meczu nie schodzi z wysokiego poziomu wokalnego. Do pełni szczęścia brakowało tylko zwycięskiej bramki.
Podsumowując, wyjazd na Kałuży był całkiem fajną wycieczką na nowy, dobry pod względem akustyki, stadion "Pasów", który tak długo trzymać będzie klimat, jak długo dbać będą o niego fanatycy. Przekonaliśmy się, że nawet Orwell nie przewidział, że dojdzie do tego, że aby pokonać kołowrotek, trzeba będzie spojrzeć w kamerę, by ta zeskanowała soczewkę! Wyszedł też kolejny brak stałości w uczuciach naszych koleżanek zza miedzy i chyba należy się spodziewać kolejnych odcinków serialu pt. "Galerianki szukają przyjaciół". Być może życie nakręci kolejny już w trakcie rzeszowskich derbów. ŁKS-ie, Wisła czeka!

PS. Widzimy się na ostatnim w tym sezonie wyjeździe w Kielcach i tradycyjnie robimy piekło!

 Ryan

2011/2012 Jagiellonia Białystok - Widzew Łódź (4:1)

23.03.2012 (4:1)

 

Video

 

Relacja

Około 300 widzewskich fanatyków przybyło w piątkowy wieczór do odległego Białegostoku. Towarzyszyło im 8 kibiców CSKA Moskwa z 2 flagami oraz 3 kiboli chorzowskiego Ruchu.

 

Organizacja wyjazdu na Podlasie zaczęła się od walki o dodatkowe bilety, bowiem pula 284 wejściówek była zdecydowania za mała, jak na widzewskie potrzeby. Udało się przekonać działaczy Jagiellonii, ale weto dała milicja i o dodatkowych biletach można było zapomnieć. Trzeba było robić selekcję i na wyjazd załapały się osoby stale jeżdżące i udzielające w kibicowskim życiu na swoich rewirach.
Z racji niewielkiej grupy wyjazdowej postawiono na autokary i tak w sile 3 "pks-ów" + licznych aut kolumna udała się  w kierunku wschodnim. Podróż, jak to zawsze bywa w tych rejonach, strasznie się dłużyła i mocno wymęczyła kibiców. Swoje dodały procenty spożywane dla zabicia czasu. Na dodatek miejscowi milicjanci urządzili sobie festiwal filmowy kilkanaście kilometrów pod Białymstokiem zatrzymując autokary i nagrywając każdemu fanatykowi pamiątkowe video z dowodem przy twarzy.
Po przymusowym debiucie filmowym w miarę szybko udało się dojechać pod stadion i wbić do klatki. Co niektórzy ledwo wygrali walkę a alkomatem, kilku osobom ta sztuka niestety nie udała się, a byli i delikwenci, którzy poddali ją walkowerem ;)
Do sektora dla gości udało się też przedostać kilkunastu osobom, którym udało się wyposażyć w vipowskie zaproszenia lub bilety dla miejscowych. W "klatce" zawisły flagi: "Ludzie Honoru", "1910", "ŚP. Troll", "Łódzki Widzew" oraz "Discovery" + 2 mniejsze fanki moskiewskiego CSKA, który w sile 8 osób pojawił się gościnnie w sektorze. Widzewska ekipa wyjazdowa wokalnie nie powala tego dnia na kolana i śpiewy były rwane i na słabym poziomie. Sporo dostało się antybohaterowi wyjazdu (oraz innych wydarzeń) J. który za tak zwane, popularne "jadanie makowca" otrzymał solidną porcję bluzgów. Również gra widzewskich piłkarzy nie powala na kolana. Co prawda po szybko straconej z rzutu karnego bramce udało się odpowiedzieć Ben Dhifallachowi, ale Jaga była tego dnia bardzo dobrze dysponowana i zmotywowana i jeszcze przed przerwą ponownie wyszła na prowadzenie.
W drugiej połowie na boisku rządzili tylko gospodarze, który pokonali Mielcarza jeszcze dwukrotnie. Łodzianie musieli radzić sobie w 9-tkę, bowiem z czerwonymi kartkami opuszczali murawę Abbes i Dudu.
Ostatecznie gospodarze zrewanżowali się Widzewowi za jesienną porażkę w Łodzi i zwyciężyli RTS 4:1.
Fanatycy Widzew mięli więc niewesołe miny podczas powrotu. Już w Łodzi doszły słuchy, że pod Grójcem szczęścia szukał Motor, ale nie udało mu się odnaleźć żadnych "atrakcji".
Na koniec kierujemy podziękowania dla kibiców Jagiellonii za pomoc po wydarzeniach pomeczowych!

Ryan

2011/2012 Zagłębie Lubin - Widzew Łódź (1:0)

16.03.2012 (1:0)

 

Video

Relacja

Nie udał się jubileusz. Widzew w swoim tysięcznym meczu w Ekstraklasie przegrał w Lubinie z Zagłębiem 0:1 tracąc bramkę w ostatniej akcji meczu. Spotkanie oglądało 800 fanatyków Widzewa.

 Potyczka z "Miedziowymi" miała być pierwszym wyjazdem "na legalu" odkąd Komisji Ligi PZPN nie spodobało się piro-show zaprezentowane jeszcze w listopadzie ub. roku na Łazienkowskiej. Za te wydarzenia fani łódzkiego Widzewa nie mogli uczestniczyć jako zorganizowana grupa kolejno w spotkaniach z Lechia, Lechem, Wisłą i Polonią.

Długa rozłąka z normalną podróżą przez Polskę zmobilizowała 8 setek widzewskich fanatyków do odwiedzenia w piątkowy wieczór Lubina. Co prawda działacze Zagłębia przysłali do Łodzi standardowe 1000 biletów lecz głównie ze względu na porę meczu, nie udało się wykorzystać pełnej puli wejściówek. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce w październiku 2010r w Bytomiu (również mecz w piątek o 18:00). Cała grupa zebrała się pod stadionem i zapakowana w 9 autokarów, kilka busów oraz sporej długości sznur aut wyruszyła na szlak. Wraz z nią dzielna policja w sile kilkudziesięciu radiolek.

Trasa, jak to zwykle bywa podczas wyjazdu do Lubina, mocno się dłużyła. Tym razem, majać w pamięci utrudnienia spowodowane korkami i remontami, wyjechano wcześniej, toteż goście zjechali się pod "Dialog Arenę" już na ok. godzinę przed pierwszym gwizdkiem. Pokonywanie pierwszej bramki, jak i kołowrotków odbywało się dość sprawnie i szybko. Do małych incydentów doszło natomiast w momencie wnoszenia flag na kijach, które nie spodobały się ochroniarzom. Doszło do lekkich przepychanek, na co bohaterscy ochroniarze odpowiedzieli idiotycznym użyciem gazu, co z resztą w sumie odwróciło się przeciwko nim, bowiem najwięcej ucierpiały miejscowe "stewardessy" :-) Cały ultrasowski ekwipunek oczywiście znalazł się za sektorze. Oprócz "machajek", wśród których debiutowała wizytówka Widzewa Wschodu, stanowiło go spore oflagowanie: "Red Workers", "Discovery", "Bałuciarze", "Elita Pabianic", "Śródmieście", "FCP", "Żabieniec", "Stare Miasto", "Polesie", "Drezdenko", "Łódzki Widzew", "Radogoszcz", "Konstantynów", "ŚP. Troll" oraz "Widzew Łódź".

Spotkanie rozpoczęło się od bardzo dobrego dopingu z obu stron. Podczas poprzedniej wizyty "Czerwonej Armii" w Lubinie miejscowy protestowali przeciw działaniom zarządu i niemal wcale nie dopingowali. Tym razem doszło już do normalnej rywalizacji na śpiew. Widzewiacy "przywitali" się z "Miedziowymi" odpowiednio dziękując im za "pozdrowienia" podczas meczu Zagłębie - Ruch, jaki odbył się tydzień wcześniej. Nie zapomniano też o bydgoskim Zawiszy, którego flaga wisiała po stronie gospodarzy. Następnie fani obu zespołów ruszyły już z konkretnym wsparciem dla piłkarzy. Doping niósł się solidnie lecz obie ekipy, zważywszy na odległość młyna od "klatki" oraz akustykę, nie słyszały się zbytnio. Chyba, że jedna zaprzestawała śpiewów, aby posłuchać co ciekawego ma im do powiedzenia przeciwnik ;-)

W sektorze gości bardzo dobrze tego wieczoru wychodził kawałek "Naprzód Widzew", który śpiewany z podziałem na połowy, odbijając się od dachu brzmiał na prawdę solidnie. Efekt potęgowały wybuchające od czasu do czasu "achtungi". Oprócz petard hukowych odpalono także spontanicznie co jakiś czas kilka ogni wrocławskich.

Na boisku, w przeciwieństwie do wydarzeń na trybunach, raczej wiało nudą. Zagłębie ambitnie walczyło, aby zdobyć punkty mogące je przybliżyć do utrzymania, ale brakowało mu skuteczności. Widzewiacy natomiast grali jakby bez ikry i większej motywacji, co absolutnie nie powinno mieć miejsca w takim klubie, a już zwłaszcza w chwili tak prestiżowego jubileuszu. Świętowanie meczu nr 1000 w Ekstraklasie na dobre zepsuli gospodarze zdobywając zwycięską bramkę w ostatniej akcji spotkania. Skądś to znamy...

Powrót, mimo niekorzystnego wyniku, to istne szaleństwo zakrapiane procentami, śpiewy na postojach, palone race, zabawa. Było co świętować, bowiem dwóch naszych kolegów zaliczyło wyjazd nr 100 za ukochanym Widzewem, czego serdecznie im gratulujemy życząc kolejnej stówy!

W nieco gorszych nastrojach wracała z Lubina dzień i dwa dni później trójka Widzewiaków, która została zatrzymana przed i po meczu. Fani ukarani zostali 2-letnimi zakazami oraz wysokimi grzywnami od 1800 do 2800zł za próbę wniesienia oraz odpalenie materiałów pirotechnicznych. YNWA!

2011/2012 Polonia Warszawa - Widzew Łódź (1:2)

25.02.2012 (1:2)

 

Video

 

Relacja

Ok. 400 kiboli Widzewa (w tym 3 "Niebieskich") zjechało do stolicy w deszczową, lutową sobotę. 350 fanatyków zasiadło na trybunie głównej KSP, kilku rozsianych było po stadionie. Pozostałym nie udało się wejść na obiekt, ponieważ zabrakło plastików służących do wyrabiania Kart Kibica.

Mecz z Polonią w Warszawie był czwartym i ostatnim, na którym kibiców Widzewa obowiązywał zakaz udziału po piro-zabawie na Łazienkowskiej. Dotyczy to oczywiście wyłącznie grupy zorganizowanej, toteż sektor gości świecił wczoraj pustkami, a w Łodzi nie pojawiły się bilety od warszawskich działaczy, które Stowarzyszenie mogłoby rozdysponować wśród chętnych.

Do stolicy kibole RTS-u przybyli więc każdy na własną rękę i jako wolni obywatele w specjalnym punkcie wyrobili polonijną "kartę kibica", zakupili bilet na sektor C3 i stamtąd też postanowili oglądać mecz. Zanim jednak udało się wejść na stadion przy Konwiktorskiej stoczyć musieli szereg dyskusji i żenujących przedstawień z miejscową milicją, która zjechała się pod kasy w sile niemal takiej, jak na warszawskie derby. Filmowanie, spisywanie, wypytywanie, bzdurne komentarze nie do końca umiejących logicznie myśleć wąsatych stróżów prawa, dla których nie lada zagadką było w jakim województwie leży Aleksandrów Łódzki - oto obraz policyjnego państwa za rządów PO.

W końcu, po pokonaniu zasieków w postaci mundurowych, a następnie nie mniej dociekliwych ochroniarzy, większości udało się zasiąść w jednym miejscu, z lewej strony trybuny głównej. Wspólnie wspierało Widzew ok. 350 fanatyków z Łodzi w tym parę sztuk z Ruchu Chorzów. Kilku innym udało się wejść na obiekt grubo po pierwszym gwizdku, a niektórym w ogóle nie było to dane. Powodem zamieszania było skończenie się plastików do wyrabiania "kart kibica", na czym ucierpieli też sympatycy KSP, którzy także nie mogli obejrzeć na żywo swojej drużyny.

Kibicowsko mecz rozpoczął się od standardowego "Jesteśmy zawsze tam...", a następnie wspólnie z młynem Polonii z "Kamiennej" zaśpiewano "Piłka nożna dla kibiców". Fani KSP z dużym zrozumieniem podeszli do obecności Widzewiaków pod i na ich stadionie w pełni rozumiejąc inwigilację środowisk kibicowskich jaka dotknęła ich przed Euro. Warto dodać, że na jesiennym meczu w Łodzi, również Warszawiacy mogli wejść na trybuny Widzewa, aby móc wspierać swój klub.

Fanatycy Widzewa od początku meczu ruszyli z dobrym dopingiem. Klimatu dodawał rzęsiście padający deszcz i grad, co w świetle jupiterów wyglądało bardzo fajnie, ale tylko dlatego, że stało się pod dachem ;-) Można więc żartobliwie podziękować PZPN-owi za ten zakaz, bowiem w "klatce" zjawiskowa aura nie byłaby tak mile odbierana.

Do dobrego dopingu przyłączyli się wreszcie piłkarze, którym oddać trzeba, że zagrali o niebo lepiej, niż przed tygodniem z Podbeskidziem. Jeszcze w pierwszej połowie Widzew strzelił 2 gole. Pierwszą bramkę zdobył debiutujący Tunezyjczyk Ben Dhifallaha! Drugą Poloniści strzelili sobie sami, a konkretnie Tomasz Brzyski. Świetny wynik z mocnym pretendentem do tytułu poprawił humory i z pewnością miał duży wpływ na jakość wokalną. Z drugiej strony im lepszy był doping, tym lepiej szło zawodnikom. Można więc powiedzieć, że gra zawodników i doping kibiców to połączony organizm.

W drugiej połowie piłkarze kontrolowali wynik meczu, a na sektorze C3 trwała fiesta. Bardzo długo i głośno "katowane" było "Z chuliganki się wyrwało..." (z podziałem na 2 strony), co dało świetny efekt. Za komentarz mogą robić słowa Polonistów z trybuny głównej, którzy stwierdzili, że w tym miejscu stadionu słychać było wyłącznie Widzewiaków!

Pod koniec meczu zrobiło się nerwowo i cofnięty do obrony zespół z Łodzi popełnił w końcu błąd dający gospodarzom bramkę kontaktową. Drugą chciał im podarować pośrednio sędzia Dawid Piasecki, który przedłużył mecz o 5min, a po raz ostatni i tak gwizdnął po ponad 7 minutach (choć gol na 1:2 padł i tak po dodatkowym czasie)! Ostatecznie jednak szczęśliwie Widzewiacy dowieźli kapitalny wynik do końca meczu, choć co bardziej spostrzegawczy mogli zauważyć, że w pewnym momencie czerwono-biało-czerwoni wygrywali już 9:0! Niestety była to tylko awaria zegara :-)

Po wspólnej radości z piłkarzami dziękującymi za doping sympatycy piłki nożnej z Łodzi rozjechali się do domów.

Na osobną wzmiankę zasługuje jeszcze fakt, iż po raz drugi z rzędu na trybunie VIP stadionu Polonii mecz oglądał Sylwester Cacek, w towarzystwie swoich biznesowych przyjaciół w krawatach. Już rok temu zaprosił on na mecz KSP-RTS kilkudziesięciu znajomych, przed którymi mógł grać Pana Właćiciela. Mamy nadzieję, że gromkie "hej Cacek zapłać piłkarzom", jakie przyjezdni zaintonowali w 80min, nieco zgasiło pewność siebie Sylwestra Cacka, który chce być wielkim Panem, a nie potrafi uregulować należności wobec własnych pracowników.

Na koniec kilka słów na temat postawy kibiców z "Kamiennej". Szczerze i bez wdzięcznego lizania pewnych miejsc ciała, należy oddać Polonistom, że pokazali się z dobrej strony. Zaprezentowali się o niebo lepiej, niż rok wcześniej. Choć na stadion przybyli z nastawieniem na łatwe 3pkt, a cały mecz przegrywali 0:2, dopingowali do ostatnich chwil. W drugiej połowie pokazali też oprawę, na którą złożyła się sektorówka z napisem "POLONIA AŻ PO GRÓB" oraz transparent na płocie będący dokończeniem "TAK NAM DOPOMÓŻ BÓG". Efekt fajny, jednak biało-czarnej tonacji blasku dodałyby jeszcze czerwone race...

Kończąc dziękujemy fanom Polonii za zrozumienie sytuacji i solidarność!

2011/2012 Legia Warszawa - Widzew Łódź (2:0)

23.10.2011 (2:0)

 

Video

 

Relacja

Ktoś kiedyś powiedział, że serce kibica krwawi najmocniej i chyba można się z tym zgodzić. W ciągu kilku dni Widzew doznał dwóch porażek z największymi rywalami. U siebie w derbach z ŁKS-em oraz w Warszawie z Legią. Nie zawiedli jedynie kibice.

Wyjazd na Łazienkowską mobilizował fanatyków Widzew już od dawna, a im bliżej było do niedzielnego meczu, tym korba stawała się mocniejsza. Najpierw jednak głowy zaprzątano sobie poniedziałkiem, ale gdy derbowe emocje opadły wszyscy skupili się na rywalizacji z Legionistami.
Organizatorzy przysłali standardowe 1400 biletów, które oczywiście okazały się być kilkukrotnie zbyt małą pulą. Mimo wszystko łodzianie zawiedzeni być nie mogli. W końcu bowiem miało udać się pojawić na nowym stadionie przy Ł3, na którym w skutek różnej maści zakazów do tej pory zawitać nie było dane, no i sektor gości na nowym obiekcie, który sprzyja kibicom fajną akustyką jest niebem w porównaniu ze starym łukiem na Stadionie Wojska Polskiego.
Zbiórka na wyjazd zaplanowana została na godz. 10:00 na stacji Łódź Widzew i po ok. pół godzinie skład z Widzewiakami na pokładzie ruszył w kierunku Stolicy.
Po drodze w Koluszkach, Skierniewicach i Żyrardowie dosiadali się kolejni fanatycy i w okolicach południa "specjal" wjechał na peron dworca Warszawa Zachodnia. Tam czekały już na gości miejskie autobusy, jakie zawieść miały ich na Powiśle. Szkoda jednak, że tylko 4! Przeładowane na maksa przegubowce zabrać mogły tylko nieco ponad połowę fanów z Łodzi, reszta musiała czekać na drugi rzut. Tak bogatego miasta nie stać na 6-7 pojazdów ? ;)
Droga przez Warszawę zleciała raz dwa, zwłaszcza, że umilały ją różnego rodzaju napinacze stojący na ulicach silący się na wymachiwanie palcami. Pierwsza grupa podróżników zjawiła się pod bramami stadionu bardzo wcześnie, bo już o godz. 13, a więc 4h przed meczem! Ale pamiętając wydarzenia choćby z Poznania oraz mając na uwadze opinię o działaniach ochroniarzy i służb odpowiedzialnych za wejście na obiekt kibiców gości, pora była w sam raz.
Famy krążące nt. idiotycznych działań bohaterskiej ochrony niestety sprawdziły się. Polecenie zdejmowania butów, rozbieranie do gołej klaty, czy cofanie osób, które wyglądają na nietrzeźwych (alkomat nie działał i nie można było tego udowodnić!!!), to skandal. Zachowanie byłego ubeka Błędowskiego, którego kol. tow. Walter obsadził w roli naczelnego specjalisty od bezpieczeństwa, czyli sprawiania fanom jak największych problemów, aż skoda komentować. Jak to się ma panowie Legioniści do waszych apelów w obronie uciśnionych fanów Legii w Bukareszcie, czy Moskwie, skoro sami, jako działacze robicie to samo, a może nawet i odstawiacie większe szopki?! Moralność Kalego, hipokryzja, czy może zwykłe skurwysyństwo?! Na skutek widzimisię tow. Błędowskiego bramy nie przekroczyły flagi "Warszawa" ("bo prowokować będzie miejscowych"), "ŚP. Troll" ("niezwiązana z meczem") oraz "Awanturnicy" ("nawołuje do agresji - zakazana") ! Ochroniarzom zachciało się też rozkręcać głośniki stanowiące element nagłośnienia poprawiającego jakość dopingu! Podejrzewano, że w środku znajdować mogą się niebezpieczne przedmioty typu race, granaty, szable, czy bomba atomowa. Sprzęt wyjazdu więc nie zalicza, gdyż nikt nie chciał ryzykować jego zniszczenia.
Po przekroczeniu wrót słynnego już "Guantanamo" i wejściu na trybuny oczom ukazuje się ładny obiekt z bardzo dobrą widocznością. A kibice Widzewa, którzy swoje potrzeby fizjologiczne załatwiają na codzień w toi-toi'ach, wchodząc do stadionowej łazienki mogli poczuć się jak w królewskich komnatach ;)
Do meczu pozostało sporo czasu, więc na spokojnie zawieszono flagi, które przeszły. M.in.: "Widzew Łódź", "Stare Miasto", "Olechów & Janów", "Zgierz", "WFCG", "Widzewskie Imperium", "Ludzie Honoru", "Tomaszów Maz.", "Radogoszcz", "Chojny", "FCB`91", "Żyrardów", "Żabieniec", "Sochaczew", "Zagaja" oraz "PF-ka" Ruchu. Dodatkowo efekt wizualny "klatki" upiększały koszulki "Czerwona Armia Widzewa", którą każdy wyjazdowicz otrzymał i ubrał na siebie. Po długim czekaniu w końcu mecz rusza. Legia tradycyjnie zaczyna od "Snu o Warszawie", który mocno narusza słyszalne z sektora gości "Legia to stara kurwa...".
Chwilę po początku meczu Widzewiacy prezentują jedyną tego dnia oprawę. W dolnej części sektora rozwinięte zostały pasy materiału, które utworzyły replikę flagi "Visitors", oczywiście w barwach nowych właścicieli. Pikanterii tej prezentacji dodały "świecidełka", jakie "nieznani sprawcy" ;) jakoś wnieśli na stadion, co  zaskoczyło nawet miejscowych. Zgodnie z nową świecką tradycją "Against Modern Ultras" race lądują na murawie, a jedna trafiła pomiędzy napinających się igwiżdżących na piro-show "krawaciarzy" z sektora obok. Mecz chwilowo przerwano, a na sektorze zawrzało. Po naszych "piromanów" ruszyli ochroniarze przefarbowani na modnych ostatnio stuardów, jednak po małej wymianie argumentów cofają się, a kibole zostali odbici. Niestety późniejszy wjazd z użyciem pałek i gazu skutecznie przeganiania Widzewiaków w górę sektora i kończy się też zawinięciem dwójki przypadkowych osób! Tow. Błędowski wraz z milicją blokują schody i przejście pomiędzy piętrami "klatki" jest niemożliwe. Na skutek tych wydarzeń oraz zagęszczeniu w sektorze interweniujących służb doping maleje niemal do zera i ogranicza się do kilku spontanicznie zarzucanych okrzyków.
Dopiero w drugiej połowie atmosfera się przerzedza. Większość fanatyków przechodzi na górę sektora, który wówczas zostaje mega ubity, i stamtąd "Czerwona Armia" rusza wreszcie z korbą na śpiewanie. Doping niesie się przy Łazienkowskiej solidnie, z kilkoma chwilami przestojów, ale i z momentami konkretnego uderzenia, zwłaszcza przy dźwiękach "Broendby". O tym, że Widzew był bardzo dobrze słyszalny świadczą gwizdy miejscowych oraz riposty "Żylety" przy "pozdrowieniach" dla nich. Szkoda tylko, że młyn gospodarzy ograniczał się jedynie do śpiewania o łódzkiej kurwie (chyba mięli na myśli tę sportową z ŁKS ;). Chyba brakło im inwencji twórczej. Poza tym "Żyleta" zaprezentowała się dobrze, choć spodziewano się więcej. Dwupiętrowy, potężny młyn, pomoc reszty trybun + dach, a mocne pierdolnięcia można policzyć na palcach jednej ręki. Na plus dla Legionistów wizualna strona - cały młyn na biało oraz ich zabawy ze skakaniem m.in. przy "Labado".
Na boisku kolejna żenada ze strony piłkarzyków Widzewa. W ciągu jednego tygodnia zaliczają kolejny wpierdol, tym razem jednak wkalkulowany. Każdy fanatyk jadąc do Warszawy raczej spodziewał się takiego obrotu sprawy, choć Widzew swoje okazje miał i gdyby je wykorzystał, niechlubna passa porażek przy Ł3 mogła dobiec końca. Z ciekawostek warto też odnotować obecność na stadionie Zbyszka Bońka, które ciepłą miejscówkę w loży VIP zamienił na krzesełko w pobliżu sektora gości.
Podsumowując ten wyjazd można mieć wrażenie, że im gorzej jest na boisku, tym lepiej na trybunach. Kolejny raz kibice Widzewa musieli nadrabiać braki w sportowym wyszkoleniu piłkarzy i kolejny raz spisali się na medal. Lata mizerii, balansowania na granicy Ekstraklasy i 1 ligi, braku najmniejszych sukcesów, gwiazd, porządnego stadionu, wielkich sponsorów i wsparcia od mediów, czy miejskich władz, a Fanatycy Widzewa dalej robią swoje i chyba jedyni w tej chwili dbają o markę tego klubu. Ciekawe jak prezentowałyby się w takiej sytuacje obecnie uważane za topowe ekipy w naszym kraju...

Wyjazd na Łazienkowską mobilizował fanatyków Widzewa już od dawna, a im bliżej było do niedzielnego meczu, tym korba stawała się mocniejsza. Najpierw jednak głowy zaprzątano sobie poniedziałkiem, ale gdy derbowe emocje opadły, wszyscy skupili się na rywalizacji z Legionistami.

Organizatorzy przysłali standardowe 1400 biletów, które oczywiście okazały się być kilkukrotnie zbyt małą pulą. Mimo wszystko łodzianie zawiedzeni być nie mogli. W końcu bowiem można było pojawić na nowym stadionie przy Ł3, na którym w skutek różnej maści zakazów do tej pory zawitać nie było dane, no i sektor gości na nowym obiekcie, który sprzyja kibicom fajną akustyką, jest niebem w porównaniu ze starym łukiem na Stadionie Wojska Polskiego.

Zbiórka na wyjazd zaplanowana została na godz. 10:00, na stacji Łódź Widzew i po ok. pół godzinie skład z Widzewiakami na pokładzie ruszył w kierunku Stolicy. Po drodze w Koluszkach, Skierniewicach i Żyrardowie dosiadali się kolejni fanatycy i w okolicach południa "specjal" wjechał na peron dworca Warszawa Zachodnia. Tam czekały już na gości miejskie autobusy, jakie zawieść miały ich na Powiśle. Szkoda jednak, że tylko 4! Na maksa przeładowane przegubowce zabrać mogły tylko nieco ponad połowę fanów z Łodzi, reszta musiała czekać na drugi kurs. Tak bogatego miasta nie stać na 6-7 pojazdów ? ;) Droga przez Warszawę zleciała raz dwa, zwłaszcza, że umilali ją różnego rodzaju napinacze stojący na ulicach i silący się na wymachiwanie palcami. Pierwsza grupa podróżników zjawiła się pod bramami stadionu bardzo wcześnie, bo już o godz. 13, a więc 4h przed meczem! Ale pamiętając wydarzenia choćby z Poznania oraz mając na uwadze opinię o działaniach ochroniarzy i służb odpowiedzialnych za wejście na obiekt kibiców gości, pora była w sam raz. Famy krążące nt. idiotycznych działań bohaterskiej ochrony niestety sprawdziły się. Polecenie zdejmowania butów, rozbieranie do gołej klaty, czy cofanie osób, które wyglądają na nietrzeźwych (alkomat nie działał i nie można było tego udowodnić!!!), to skandal. Zachowanie ubeka Błędowskiego, którego kol. tow. Walter obsadził w roli naczelnego specjalisty od bezpieczeństwa, czyli sprawiania fanom jak największych problemów, aż skoda komentować. Jak to się ma panowie Legioniści do waszych apelów w obronie uciśnionych fanów Legii w Bukareszcie, czy Moskwie, skoro sami, jako działacze robicie to samo, a może nawet i odstawiacie większe szopki?! Moralność Kalego, hipokryzja, czy może zwykłe skurwysyństwo?! Na skutek widzimisię tow. Błędowskiego bramy nie przekroczyły flagi "Warszawa" ("bo prowokować będzie miejscowych"), "ŚP. Troll" ("niezwiązana z meczem") oraz "Awanturnicy" ("nawołuje do agresji - zakazana") ! Ochroniarzom zachciało się też rozkręcać głośniki stanowiące element nagłośnienia poprawiającego jakość dopingu! Podejrzewano, że w środku znajdować mogą się niebezpieczne przedmioty typu race, granaty, szable, czy bomba atomowa. Sprzęt wyjazdu więc nie zalicza, gdyż nikt nie chciał ryzykować jego zniszczenia. Po przekroczeniu wrót słynnego już "Guantanamo" i wejściu na trybuny oczom ukazuje się ładny obiekt z bardzo dobrą widocznością. A kibice Widzewa, którzy swoje potrzeby fizjologiczne załatwiają na codzień w toi-toi'ach, wchodząc do stadionowej łazienki mogli poczuć się jak w królewskich komnatach ;)

Do meczu pozostało sporo czasu, więc na spokojnie zawieszono flagi, które przeszły przez kontrolę niczym na lotniskach po 11.09; m.in.: "Widzew Łódź", "Stare Miasto", "Olechów & Janów", "Rawa Mazowiecka", "Zgierz", "WFCG", "Widzewskie Imperium", "Ludzie Honoru", "Tomaszów Maz.", "Radogoszcz", "Chojny", "FCB`91", "Żyrardów", "Żabieniec", "Sochaczew", "Zagaja" oraz "PF-ka" Ruchu. Dodatkowo efekt wizualny "klatki" upiększały koszulki "Czerwona Armia Widzewa", którą każdy wyjazdowicz otrzymał i ubrał na siebie.

Po długim czekaniu w końcu mecz rusza. Legia tradycyjnie zaczyna od "Snu o Warszawie", który mocno narusza słyszalne z sektora gości "Legia to stara kurwa...". Chwilę po początku meczu Widzewiacy prezentują jedyną tego dnia oprawę. W dolnej części sektora rozwinięte zostały pasy materiału, które utworzyły replikę flagi "Visitors", oczywiście w barwach nowych właścicieli. Pikanterii tej prezentacji dodały "świecidełka", jakie "nieznani sprawcy" ;) jakoś wnieśli na stadion, co  zaskoczyło nawet miejscowych. Zgodnie z nową świecką tradycją "Against Modern Ultras" race lądują na murawie, a jedna trafiła pomiędzy napinających się igwiżdżących na piro-show "krawaciarzy" z sektora obok. Mecz chwilowo przerwano, a na sektorze zawrzało. Po naszych "piromanów" ruszyli ochroniarze przefarbowani na modnych ostatnio stuardów, jednak po małej wymianie argumentów cofają się, a kibole zostali odbici. Niestety późniejszy wjazd z użyciem pałek i gazu skutecznie przegania Widzewiaków w górę sektora i kończy się też zawinięciem dwójki przypadkowych osób! Tow. Błędowski wraz z milicją blokują schody i przejście pomiędzy piętrami "klatki" jest niemożliwe. Na skutek tych wydarzeń oraz zagęszczeniu w sektorze interweniujących służb doping maleje niemal do zera i ogranicza się do kilku spontanicznie zarzucanych okrzyków. Dopiero w drugiej połowie atmosfera się przerzedza. Większość fanatyków przechodzi na górę sektora, który wówczas zostaje mega ubity, i stamtąd "Czerwona Armia" rusza wreszcie z korbą na śpiewanie. Doping niesie się przy Łazienkowskiej solidnie, z kilkoma chwilami przestojów, ale i z momentami konkretnego uderzenia, zwłaszcza przy dźwiękach "Broendby". O tym, że Widzew był bardzo dobrze słyszalny świadczą gwizdy miejscowych oraz riposty "Żylety" przy "pozdrowieniach" dla nich. Szkoda tylko, że młyn gospodarzy ograniczał się jedynie do śpiewania o łódzkiej kurwie (chyba mięli na myśli tę sportową z ŁKS ;). Chyba brakło im inwencji twórczej. Poza tym "Żyleta" zaprezentowała się dobrze, choć spodziewano się więcej. Dwupiętrowy, potężny młyn, pomoc reszty trybun + dach, a mocne pierdolnięcia można policzyć na palcach jednej ręki. Na plus dla Legionistów wizualna strona - cały młyn na biało oraz ich zabawy ze skakaniem m.in. przy "Labado".

Na boisku kolejna żenada ze strony piłkarzyków Widzewa. W ciągu jednego tygodnia zaliczają kolejny wpierdol, tym razem jednak wkalkulowany. Każdy fanatyk jadący do Warszawy raczej spodziewał się takiego obrotu sprawy, choć Widzew swoje okazje miał i gdyby je wykorzystał, niechlubna passa porażek przy Ł3 mogła dobiec końca. Z ciekawostek warto też odnotować obecność na stadionie Zbyszka Bońka, które ciepłą miejscówkę w loży VIP zamienił na krzesełko w pobliżu sektora gości.

Podsumowując ten wyjazd można mieć wrażenie, że im gorzej jest na boisku, tym lepiej na trybunach. Kolejny raz kibice Widzewa musieli nadrabiać braki w sportowym wyszkoleniu piłkarzy i kolejny raz spisali się na medal. Lata mizerii, balansowania na granicy Ekstraklasy i 1 ligi, braku najmniejszych sukcesów, gwiazd, porządnego stadionu, wielkich sponsorów i wsparcia od mediów, czy miejskich władz, a Fanatycy Widzewa dalej robią swoje i chyba jedyni w tej chwili dbają o markę tego klubu. Ciekawe jak prezentowałyby się w takiej sytuacji obecnie uważane za topowe ekipy w naszym kraju...

 PS. Z puli 1400 biletów przekazanych przez Legię, setka trafiła w ręce Chorzowian i Niebiescy wspierali nas w Warszawie właśnie w takiej liczbie. W sektorze gości obecna gościnnie także ósemka kibiców słoweńskiego Mariboru.

2011/2012 Stomil Olsztyn - Widzew Łódź (0:1)

Puchar Polski 28.09.2011 (0:1)

 

Video

 

Relacja

Piłkarze Widzewa awansowali do 1/8 finału Pucharu Polski. Awans zapewnił Piotrek Grzelczak - strzelec jedynego gola w meczu ze Stomilem. Kiedy przed rokiem Widzew wylosował w 1/16 finału Pucharu Polski bydgoskiego Zawiszę, przed kibicami otworzyła się możliwość zaliczenia bardzo ciekawego wyjazdu w rejony, w których nie byli oni od lat. Nie inaczej było w obecnej edycji. Los skojarzył RTS ze Stomilem, amecz odbyć miał się w Olsztynie. Podróż do stolicy Warmii i Mazur biała być więc fantastyczną przygodą kibicowską i taką właśnie była.


Tuż po losowaniu w mediach zaczęły przewijać się informację, że być może Stomilowcy będą chcieli podjąć Widzew na nowo oddanym stadionie w Ostródzie, leżącej w sąsiedztwie. Ostatecznie do tego nie doszło, w związku z czym nie można było liczyć na oszałamiającą pule biletów. Organizatorzy początkowo przysłali do Łodzi 150 wejściówek na sektor gości, a później dołożyli do tego jeszcze setkę. Cała pula oczywiście szybciutko się rozeszła. Pozostało jedynie dograć kwestię dojazdu na i z meczu. Wybór padł na PKP i choć po wizycie w Bielsku opcja ta przestała być uważana za najpewniejszą, lepszej nie było. Na szczęście jednak organizator wyjazdu, czyli Stowarzyszenie "Fanatycy Widzewa", stanął na wysokości zadania i podróż, którą zaplanowano, przebiegła perfekcyjnie pod kątem logistycznym.

Widzewiacy zbiórkę ustalili już na godz. 5 rano w samym centrum Łodzi, aby stamtąd udać się tramwajem na dworzec Łódź Kaliska. Miłą niespodziankę przygotowali fani z Polesia, którzy na ogrodzeniu wiaduktu wywiesili transparent o treści: "Polesie Wita" z przekreśloną "przeplatanką". Ok. 6:00 pociąg relacji Łódź - Bydgoszcz wystartował z lekkim opóźnieniem zabierając na swój pokład ok. 200 Widzewiaków. Jazda przebiegała bardzo sprawnie, a kilkudziesięciominutowe opóźnienie pozostało niemal nie odczute, gdyż z powodu wczesnego wyjazdu sporo osób po prostu spało ;) Poślizg ten spowodował także, że po dojechaniu do Torunia, miejsca przesiadki, okres oczekiwania na drugi pociąg znacznie się skrócił i już po kilkunastu minutach cała grupa ponownie zapakowała się do pojazdu, tym razem w osobówkę. Skład wyruszył przed 10:00, by po ok. 2 godzinach wysadzić kiboli na klimatycznej stacji Stare Jabłonki. Tam można było zaopatrzyć się w prowiant w miejscowym sklepiku, a następnie w towarzystwie wahadła udać się na 10 minutowy spacer. Zagadka rozwiązała się po dojściu do rozległej polany leżącej nad brzegiem jeziora. Tam Widzewiacy dostali półtorej godzinki czasu wolnego, co większość wykorzystała do uzupełnienie poziomu alkoholu we krwi, a niektórzy śmiałkowie skorzystali z kąpieli :)

Po odpoczynku i pstryknięciu pamiątkowej zbiorowej fotki trzeba było wracać na stację i ruszać w kierunku Olsztyna. Podróż ze Starych Jabłonek do miasta docelowego przebiegła jednak szybciutko, bo na miejsce pociąg dojechał już po ok. pół godzinie.

Po wyjściu z dworca tradycyjne zapakowanie do trzech podstawionych autobusów i jazda pod stadion. Na szczęście krótka i po chwili Widzewiacy znaleźli się pod bramą. Pojedyncze wpuszczanie zajęło sporo czasu, ale goście upchnęli się w sektorze tuż przed pierwszym gwizdkiem sędziego. W "klatce" zasiadło łącznie 332 fanatyków, a 16 osób  z różnych względów pozostało pod sektorem.

Widzewiacy powiesili 4 flagi: "WFCG", "Troll", "Łódzki Widzew" oraz odświeżona "Ludzie Honoru". Niezła mobilizacja także po stronie miejscowych, którzy wykupili wszystkie bilety, a sami określili frekwencję w młynie na 1200 szali! Stomilowcy przygotowali też oprawę w iście oldschoolowym stylu. Były sreberka w towarzystwie małej sektorówki i 1 racy, konfetti z serpentynami oraz balony. Olsztynianie zaprezentowali także dobry doping, momentami bardzo dobry. Warto jednak zauważyć, że znajdujący się nad ich głowami dach, znacznie potęgował odbiór wokalny.

Widzewiacy, jak na długą i męczącą podróż, także nie dali plamy z dopingiem, ale oczywiście jakiegoś szału nie było. Zwłaszcza, że na murawie kopanina trwała w najlepsze, a jedynym emocjonującym wydarzeniem był do pewnego momentu jedynie pokaz driftingu samochodu WRC zaprezentowany w przerwie. Kibice musieli więc sami o dobrą zabawę. Stąd pojawienie się kilku uszczypliwości pod adresem spinających się Stomilowców. W końcu jednak bramka gospodarzy padła, a stało się to za sprawą Piotrka Grzelczaka. Widzewiacy poczuli podwójną ulgę. Po pierwsze wyglądało na to, że piłkarze nie skompromitują się na tle 2-ligowca i awansują dalej. Po drugie dlatego, że ewentualna dogrywka i rzuty karne, znacznie skomplikowałaby gościom powrót do Łodzi z racji krótkiej przesiadki w Toruniu. Szczęśliwie zawodnicy dociągnęli 1-0 do końca meczu i można było odetchnąć z ulgą.

Po krótkiej wymianie słów z piłkarzami i przypomnieniu im jaki mecz zbliża się w Łodzi wielkimi krokami, nadszedł czas, by ponownie zapakować się do przegubowców i ruszyć na dworzec. Szybki desant, usadowienie się w pociągu i można było opuścić fartowny dla Widzewiaków Olsztyn. Skład dojechał do Torunia szybko i sprawnie, dlatego bez strachu można było wyczekiwać przesiadki do Łodzi. Drugi pociąg z Gdyni przyjechał po kilku minutach i wyjazdowicze ostatni już tego dnia raz stoczyli walkę o zajęcie jak najlepszych miejscówek w przedziałach ;)

Powrót standardowo w wesołych nastrojach, zwłaszcza, że o ich poprawienie zadbali m.in. kibice Elany, którzy na toruńskim dworcu zafundowali Łodzianom obfity catering, za co wielkie dzięki.

Zmęczeni, ale i weseli Widzewiacy dotarli do "Miasta Włókniarzy" ok. 00:30.

A po losowaniu 1/8 finału wiemy już, że kolejnym pucharowym rywalem Widzewa będzie warszawska Legia. Mecz rozegrany zostanie w stolicy, 26 października.

2011/2012 Śląsk Wrocław - Widzew Łódź (1:2)

28.08.2011 (1:2)

 

Relacja

532 fanatyków Widzewa pojechało w niedzielę do Wrocławia na mecz ze Śląskiem. Na stadion weszło ok. 500 kibiców, którzy mogli radować się z pierwszej w tym sezonie wygranej na wyjeździe.

 

Organizator przysłał do Łodzi standardową pulę biletów, czyli 476 wejściówek, które rozeszły się błyskawicznie. Nie ma się co dziwić. Mecze Widzewa ze Śląskiem mają swój dodatkowy smaczek i zawsze powodują podniesienie adrenaliny. Zwłaszcza, kiedy jest to mecz wyjazdowy, a do tego ostatnim mecz WK S- RTS z oficjalnym udziałem gości odbył się ponad 7 lat temu. W związku z tym na niedzielnej zbiórce stawiła się grupa żądnych wrażeń widzewskich fanów. Pociąg rejsowy wyruszył z lekkim opóźnieniem. Po drodze zabierał jeszcze Widzewiaków z okolicznych fan clubów. M.in. Pabianic, Łasku, Sieradza, Zduńskiej Woli. Ci pierwsi postarali się nawet o małą niespodziankę. Na budynku pabianickiego dworca zawisł transparent "Władcy Miasta Pabianic", a kibice z tego FC wsiedli do pociągu w towarzystwie rac i ze śpiewem na ustach.
Podróż mijała bardzo szybko i co najważniejsze cała eskapada była perfekcyjnie zorganizowana logistycznie. W przedziałach nie było większego ścisku, a i rozkład jazdy tym razem nie kolidował z meczem. Nawet milicja zachowywała się w porządku i obyło się bez większych spięć i prowokacji. Istna sielanka :-)
Około godziny 12,30 skład dojechał do stacji Wrocław - Mikołajów i nadszedł czas, aby przesiąść się do czterech podstawionych autobusów, jakie miały zawieść Widzewiaków na Oporowską.
Wszystko przebiegało sprawnie, dopóki nie utworzył się zator pod bramą wejściową na sektor gości. Dwa wolno obracające się kołowrotki nie sprostały ogarnąć pół tysięcznej grupy, mimo, że ta była na miejscu już półtorej godziny przed zawodami. Strasznie ociągała się też ochrona, wolno odhaczając poszczególne osoby na liście imiennej. Powodzenia dla Wrocławia w organizacji Euro 2012!
W ostateczność "klatka" zapełniała się powoli, ale przed pierwszym gwizdkiem zdecydowana większość była już na stadionie. Na płocie pojawiły się m. in. flagi: "Pół Polski nas nienawidzi...", "FCB `91", "1910", czy "ŚP. Troll".
Od początku czuć było wiszącą w powietrzu nienawiść między fanami obu drużyn, która szybko wybuchła w postaci wzajemnych bluzgów. Starszym kibolom przypomniał się klimat dawnych wyjazdów, kiedy normą było, że w repertuarze sporo miejsca zajmowały "pozdrowienia" dla rywali. Śląsk miał tego dnia wielkie ciśnienie na Widzew i nieźle musiał im skakać gul, kiedy po golach Dżalamidze i Bieniuka goście prowadzili 2-0, bawiła się tylko łódzka publika.
Także w drugiej połowie WKS nie miał zamiaru odpuszczać i pieśni chwalące Widzew mieszały się z odpowiedziami na zaczepki miejscowych, które skutecznie ich uciszały. Jedynym pomysłem "Wojskowych" na dogryzienie rywalom było śpiewanie "Tonki" w innej wersji słownej. Jednak primo: to nie kibice z Wrocławia są autorem tej przeróbki, a secundo: gospodarze widząc, że ich starania mamy gdzieś i sami ciągniemy ostro "Naszym klubem RTS..." odpuścili sobie w końcu. Także wszystkie próby sprowokowania nas spełzły na niczym.
Mniej kolorowo zaczęło się natomiast robić na murawie. Śląsk zaatakował i Mila zdołał wbić gola kontaktowego. Wszystkim zapewne przypomniał się mecz obu zespołów sprzed kilku miesięcy, kiedy również Widzewiacy prowadzili 2:0, a skończyło się 2:2 i stratą gola w 97min meczu. Był więc horror do końca, a sytuacja, w której Piotrek Grzelczak nie trafił po kontrze na pustą bramkę mogła wręcz przyprawić o zawał serca. Aby więc dodać zawodnikom otuchy Czerwona Armia skupiła się w końcówce już wyłącznie na grze. Konkretna korba na "Broendby" trwała aż do ostatniego gwizdka, a także po nim, bowiem można już było świętować pierwszy w tym sezonie wyjazdowy komplet punktów. Do zabawy przyłączyli się też piłkarzem, niektórzy rzucili fanom swoje koszulki. Ciekawe jaka kara ich spotka, za marnotrawienie klubowego sprzętu w czasach "racjonalizacji kosztów" :-)
Pomeczowy, przymusowy pobyt w sektorze potrwał dość długo i dopiero po ponad godzinie otwarto bramy i wyjazdowicze zapakowali się ponownie do autobusów. Następnie doszło do tradycyjnego ataku na miejsca siedzące i można było ruszyć w kierunku "Miasta Włókniarzy". Powrót minął spokojnie, z niewielkim tylko opóźnieniem i szczęśliwi Widzewiacy wrócili do domów.

2011/2012 Podbeskidzie Bielsko Biała - Widzew Łódź (0:0)

14.08.2011 (0:0)

 

Video

 

Relacja

Po około sześciu miesiącach przerwy kibice Widzewa znów wyruszyli na kibicowski szlak za swoją drużyną. W meczu 3 kolejki Ekstraklasy zmierzyli się w Bielsku-Białej z Podbeskidziem. W Beskidy dotarło łącznie ponad 350 fanatyków RTS.

 

Ostatnim w pełni legalnym i zorganizowanym wyjazdem na mecz Widzewa była lutowa potyczka w Poznaniu z Lechem. Za ówczesną zabawę „świecidełkami” betonowe głowy z PZPN ukarały kibiców RTS zakazem organizacji podróży na cztery mecze wyjazdowe. Bardzo ucieszyło to również obecnych na posiedzeniu Wydziału Dyscypliny PZPN przedstawicieli klubu, w szczególności ulgę i radość poczuli, kiedy okazało się, że kara obejmie także mecz z Legią przy Łazienkowskiej. Bez komentarza…

Wobec powyższych sankcji spotkania Widzewa z Wisłą, Polonią W-wa , Śląskiem i w końcu z Legią miały odbywać się bez udziału zorganizowanej grupy kibiców gości. Fani RTS oczywiście na każdym z tych meczów (incognito, bądź nie) byli obecni. Podobnie jak później w Białymstoku, na Cracovii oraz dwukrotnie w Zabrzu . Były to jednak wypady mocno utrudnione, z tzw. „partyzanta”.
W końcu, 14 sierpnia 2011r, Widzewiacy mogli wspólnie i w porozumieniu ruszyć za swoją drużyną.

W 3 kolejce łódzki klub jechał na mecz do Bielska-Białej. Kibice RTS na południe udać się mieli pociągiem rejsowym. Zbiórkę ok. 200 fanów zaplanowano na godz. 2:45 w Centrum miasta, by pochodem udać się na stację Łódź Kaliska, a więc ponownie „pod nosem” lokalnego wroga. I tu zaczęły się przeboje z PKP. Rejs wyruszyć miał o godz. 3:30 lecz postanowiono dopiąć jeszcze jeden wagon, aby pomieścić wszystkich pasażerów. Spowodowało to pierwsze tej nocy opóźnienie. Grupa wyruszyła w kierunku Bielska-Białej po czwartej. Kolejnym utrudnieniem była zmiana trasy pociągu, na co wpływ miał piątkowy wypadek kolejowy w okolicach Piotrkowa. Ruszono więc objazdem i do Katowic skład dojechał dopiero ok. 10:20. Planowane wcześniej spotkanie z fanami Ruchu odbyło się pod czujnym okiem dzielnej policji pod Stadionem Śląskim, gdzie dojechano tramwajami z wahadłem. Krótszy, niż przewidywano, melanż i powrót na katowicki dworzec. Tam kolejne „jaja”. Nie dość, że pociąg do Bielska-Białej podstawia się z opóźnieniem, to jeszcze przed startem przepuszcza sporo innych jednostek powodując kolejną już stratę czasu. W końcu skład rusza i do miasta docelowego jakimś cudem dociera; w Pszczynie zabierając jeszcze na pokład „Niebieskich”. Niestety w momencie wysiadki z polskiego „TGV” w innym punkcie miasta rozbrzmiewał już gwizdek rozpoczynający zawody.

Opóźnienie wygenerowane przez PKP oraz dość wolne wpuszczanie ze skrupulatnym sprawdzaniem listy imiennej kończy się tym, iż fani Widzewa wchodzą do sektora gości dopiero pod koniec pierwszej połowy. Pierwszy okrzyk „Jesteśmy zawsze tam…” padł w 36min meczu. Podziękowano też PKP słowami: „Polskie koleje – to stare k***y, złodzieje”. Wywieszono 3 flagi: („Łódzki Widzew, „WFCG” i płótno pamięci „Trolla”). Obecności fany Widzewiaków z Grudziądza towarzyszyły także specjalne pozdrowienia (Podbeskidzie ma układ/zgodę (?) z tą żużlową ekipką).

W drugiej połowie prowadzono średni, rwany doping, choć biorąc pod uwagę trud podróży, zmęczenie i upał, nie było źle. Pozdrawiano Ruch, Maćka Mielcarza i ŁKS ;) Mecz ten jednak, dla większości fanów Widzewa, nie trwał pełnych 90 minut. Aby zdążyć na powrotni rejs, fanatycy musieli opuścić „klatkę” już na kwadrans przed końcem spotkania. Na sektorze zostało jedynie ok. 20 kiboli posiadających własny transport.

Na bielskim dworcu ciąg dalszy komedii pt. „Jedziemy koleją”. Swoje 3 grosze dorzucali oczywiście także mundurowi, którzy zadecydowali, że grupa pojedzie innym pociągiem, po 18:00. Oczekiwanie na pociąg w pełnym słońcu było mocno uciążliwe i dopiero po ciężkich negocjacjach milicja pozwala zakupić w sklepie jakieś zimne napoje. Wreszcie ok. 18:05 podjeżdża pociąg do Katowic i można odjechać z Bielska. Tam na peronie w ustawił się komitet powitalny w postaci prewencji, który mocno zdziwił się, gdy kibole wysiedli sobie z drugiej strony pociągu i ruszyli swobodnie na miasto. Szalikowcy rozsiedli się na placu w samym Centrum Katowic i w spokoju odpoczywali sławiąc pieśniami łódzki klub i napotykając też kilku miejscowych fanów, co skończyło się dla nich przymusowym striptizem. Po mniej więcej 2 godzinach czas było wsiadać w pociąg do Łodzi. Oczywiście nie bez przeszkód. A co! Tym razem poszło o liczbę wagonów. Milicja nie chciała robić ścisku w - było nie było - rejsowym pociągu. Po małym spięciu z "władzą" udało się jednak wynegocjować dodatkowy wagon i wystartować do Miasta Włókniarzy znów z ponad godzinną zwłoką – ok. 22:30. Po drodze, w Częstochowie, pada hasło: "Raków" i cała załoga postanawia wyjść kulturalnie na peron, aby porozmawiać o futbolu z kibicami RKS-u. Niestety ten pomysł nie spodobał się stróżom prawa, którzy spowodowali zawrotkę z powrotem do przedziałów i do debaty z miejscowymi nie doszło. W końcu skład dojeżdża na stację Łódź Widzew, na zegarkach jakiś czas temu minęła druga w nocy. Pora więc ruszyć do domów na zasłużony odpoczynek po tej ponad dobowej, obfitującej w iele ciekawych wydarzeń rodem z lat 90-tych, wyprawie…

Na sektorze gości 220 szczęśliwych posiadaczy biletów + kilka osób na patencie (w tym Ruch). Na trybunach gospodarzy kilkunastu fanów Widzewa oraz kilkunastu „Niebieskich”. Pod stadionem i w okolicznych barach łącznie ponad setka fanatyków W&R, której nie udało się kupić wejściówki i wbić na stadion.

Słowem jeszcze o fanach gospodarzy. „Górale”, jak mówią o sobie fani Podbeskidzia, to typowy piknikowy folklor kibicowski z lekką nutką „kumatości” w małym młynie. Na trybunie krytej nie brak tzw. „Januszy” wyposażonych w trąbki. Bielszczanie dopingują cały mecz na miarę swoich możliwości. Kilka razy fajnie współpracują z „krytą”. Na koniec brawami żegnają wychodzących z „klatki” Łodzian. Spacerowanie wokół stadionu Podbeskidzia, czy pod kasami, w barwach Ruchu i Widzewa nie powodowało żadnych ekscesów. Inny świat ;)

Z ciekawostek można też nadmienić o sytuacji z ok. 15min meczu, kiedy w opuszczonym i przeznaczonym do rozbiórki budynku stojącym w sąsiedztwie trybuny, pojawiło się kilkudziesięciu fanów Ruchu. „Niebiescy” wbili się na balkony i dach rudery i pojechali z konkretnym dopingiem szokując tym miejscowych :)

Kolejny wyjazd Widzewiaków, to mecz ze Śląskiem we Wrocławiu, gdzie nie byliśmy oficjalnie od kwietnia 2004 roku. Zapowiada się więc arcyciekawie. Oby tylko wrocławskiej policji nie przyszedł do głowy jakiś głupi pomysł z zamknięciem sektora dla gości. Powód przecież zawsze się znajdzie…