7.03.2009 - Lechia Gdańsk - Ruch Chorzów (2:0)

sezon 2008/2009 - 7.03.2009 godz. ... /2:0/

180 osób kibice nie weszli na stadion, gdyż władze Lechii nie pozwoliły na to i Fani musieli wrócić do Chorzowa

Relacja

   W sobotę Ruch Chorzów przegrał w Gdańsku z Lechią 0:2. Spotkanie oglądało 10.000 widzów, ale zabrakło wśród nich kibiców Ruchu. Co prawda do Trójmiasta dotarła 180-osobowa grupa fanów z Chorzowa, wspomagana przez kibiców Elany Toruń i Widzewa Łódź, jednak zostali oni zatrzymani przez policję i po przymusowym postoju zawróceni w kierunku Chorzowa. O wszystkim zadecydowała zła wola działaczy Lechii Gdańsk. Już we wtorek włodarze "biało-zielonych" wystosowali pismo do naszego klubu z odmową przyznania biletów ze względu na zbyt późne zgłoszenie zapotrzebowania na wejściówki. Przekroczenie terminu wynosiło... jeden dzień. Ale tak naprawdę powód, dla którego chorzowianie nie mogli się zjawić w Gdańsku, dotyczył ostatniego naszego wyjazdu na Lechię (w czerwcu 2007 roku). Działacze Lechii wówczas przyznali nam 500 wejściówek. Na sektorze zjawiło się jednak dużo więcej osób, ponieważ policja nakazała całej grupie wejść na stadion. Na tej podstawie przedstawiciele klubu z Gdańska, zaczęli się domagać od naszego Klubu Kibica pieniędzy za wejście dodatkowej ilości osób. Gdańszczanie, powołując się na ustalenia operacyjne policji, zdecydowali, że w sektorze przebywało 1300 kibiców , wobec czego zażądali zapłacenia faktury opiewającej na kwotę 13000 złotych. Co więcej, Lechia w ostatnich dniach przysłała do klubu kolejny dokument. Tym razem wzywający do zapłaty za rzekome zniszczenia na stadionie podczas tamtego meczu. Dziwi jednak fakt, że przez półtorej roku, nikt z Lechii nie wspominał o takich zniszczeniach. Mimo tych zawirowań, w sobotę do Gdańska wybrała się pociągiem ponad stu osobowa grupa kibiców Ruchu. Po drodze dosiedli się jeszcze sympatycy Widzewa oraz fani Elany Toruń.

W sumie 180 osób. Ok. 2,5 godziny przed meczem zameldowaliśmy się na dworcu w Gdańsku. Tam czekali na nas stróże prawa. Dowódca policji, stwierdził, że jego oddział poprowadzi nas na stadion, ale pod warunkiem, że dogadamy się z działaczami Lechii na nasze wejście. Niestety, mimo kilku wykonanych telefonów, działacze Lechii pozostali nieugięci. Co, ciekawe w trakcie rozmowy, nie wspominali oni już nic o nieterminowym wysłaniu pisma, ale wskazywali na zaległości, które - ich zdaniem - powstały po wyjeździe w 2007 roku. Fiasko rozmów z gdańszczanami, oznaczało naszą drogę powrotną, która wiodła przez Poznań, Wrocław i Opole. Od Wrocławia jedziemy w pociągu wraz z kibicami Polonii Bytom, którzy tego dnia mieli swój mecz ze Śląskiem. Od tego momentu, towarzyszą nam duże siły policji, które niemal przez cały wyjazd były nieobecne.

źródło: Niebiescy.pl