Wisła Kraków - Ruch Chorzów (5:6)

Półfinał Pucharu Polski - 10.04.2012 godz. 20.30 /3:1, pd. k. 5:6/

osób w tym Braci cena zbiórka powrót
1000 20 Widzewa 50zł    

Video

Relacja

Zaledwie 3 dni po dobrym wyjeździe na Legię, gdzie pojawiło się 1.600 "Niebieskich", oraz po świętach, przypadło nam udać się na wyprawę do Krakowa na mecz półfinału Pucharu Polski. Na rewanżowe spotkanie kibice Ruchu zamówili 1.000 biletów, które ku zaskoczeniu wszystkich rozeszły się bez większej mobilizacji w przeciągu dwóch dni. Jest to kolejny przykład potwierdzający fakt, że fani "Niebieskich" są nie bez kozery nazywani najlepszą ekipą wyjazdową w Polsce. Zbiórka na wtorkowy wyjazd zaplanowana została na parkingu klubowym o godz. 16:30, skąd trochę ponad godzinę później w kierunku Krakowa udała się kolumna 6 autokarów, kilku busów oraz aut. Część osób z powodu pracy i innych obowiązków nieco później wyruszyła w drogę na mecz.


Autokary dojechały pod sam stadion, natomiast samochody parkowały po drugiej stronie Błoń, skąd kibice Ruchu przemaszerowali pod stadion, gdzie dotarli około 19:30. Wejście do zbyt komfortowych nie należało, ponieważ otwarte były jedynie dwie bramki, a ochroniarze nerwowo próbowali powstrzymać napierający na wejście tłum. Ostatni kibice Ruchu weszli na stadion w 20. minucie meczu. Do dyspozycji fani "Niebieskich" mieli jedynie połowę sektora gości, którą do granic możliwości wypełniło 1.000 kibiców Ruchu wspieranych przez 20 Widzewiaków. Od początku spotkania fani spod znaku "Niebieskiej eRki" ruszyli z bardzo dobrym dopingiem. Zaliczka z pierwszego meczu motywowała chorzowskich kibiców do głośnego śpiewu, mającego pomóc awansować piłkarzom do finału Pucharu Polski. Stracone dwie bramki osłabiły nieco skalę dopingu. Właśnie w takich momentach widać, kto jeździ za drużyną i daje z siebie wszystko niezależnie co by się nie działo, a kto jeździ tylko dla wyników i osiada na laurach, patrząc tylko ze zgryzotą na boisko w milczeniu.


Niech każdy kibic Ruchu w końcu zapamięta, że na wyjazdach jesteśmy jednością i albo śpiewają wszyscy albo nikt! Prawdziwy doping i zabawa na sektorze wróciła po strzelonej bramce z rzutu karnego przez Pawła Abbotta, która przybliżyła "Niebieskich" do awansu. Wtedy kibice bez koszulek pokazali na co ich stać, a po stadionie Wisły niosło się głośne "Ruchu nasz ukochany, My wspieramy zawsze Cię...". Gdy zbliżał się już koniec spotkania, Wisła zdołała strzelić w 90. minucie gola dającego im prowadzenie 3:1. Doping na chwilę ustał, a kibice zamarli w niedowierzaniu, że to dogrywka zadecyduje o tym, kto zagra w finale. Zdarte gardła chorzowskich kibiców musiały wytrzymać jeszcze 30 minut, by głośnym śpiewem dodać sił piłkarzom w walce o zwycięstwo. Dogrywka nie przyniosła rezultatu, co oznaczało jedno - rzuty karne.


Wykonywane były one na bramkę przy sektorze gości. Po każdej strzelonej bramce skandowano nazwisko jej autora, jednak to Matko Perdijić mógł liczyć na najgłośniejsze wyrazy uznania. Po 7 seriach rzutów karnych "Niebiescy" zwyciężyli 6:5, co wywołało szał radości wśród przybyłych fanów Ruchu, wśród których część chwilę wcześniej miała już stan przedzawałowy ;) Głośny śpiew, zdarte gardło, radość przeplatająca się ze złością i niepokojem odzwierciedlają całą magię kibicowskiej pasji, która przyciąga nas na stadiony. Po meczu pod sektorem gości trwała feta z piłkarzami, z którymi odśpiewano m.in. "Jesteśmy zawsze tam...", "Puchar jest Nasz, bo Puchar Nam się należy..." oraz "Więc wstań do Góry głowę wznieś". Zawodnicy podziękowali kibicom za wsparcie, za co zostali nagrodzeni brawami. Na szczególne podziękowania zasłużył również Waldemar Fornalik, dzięki któremu jesteśmy na tzw. "szczycie". W sektorze gości podczas meczu zawisło 13 flag: "P /R\ F", "RUCH CHORZÓW", "19 /R\ 20", "RŚL", "Kęty", "Radlin", "Mikołów", "Łaziska", "Blue England", "Os. Wieczorka", "Mysłowice on tour", "Katowice w trasie", "Zawiercie", mała fanka Górnego Śląska oraz baner "Waldek King".


Po zakończeniu spotkania jeszcze przez jakiś czas z sektora niósł się głośny doping i dobra zabawa oraz "pozdrowienia" dla Patryka Małeckiego, który po raz kolejny popajacował za plecami ochrony. Około pół godziny po zakończeniu spotkania kibice Ruchu udali się w kierunku Górnego Śląska. Wracających z Krakowa piłkarzy przywitali na Cichej kibice, którzy dojechali chwilę wcześniej. Szczególna niespodzianka przygotowana była dla Waldemara Fornalika, który obchodził urodziny. Kibice z niebieskimi balonami oraz z rozciągniętym banerem "Waldek King" przywitali go tortem z zapalonymi świeczkami przedstawiającymi liczbę "49", czyli wiek trenera. Jednak na tym nie zakończyło się świętowanie na Cichej. Po krótkich namowach Waldemar Fornalik na rękach kibiców wzniósł się do góry, a chwilę później w kawiarence klubowej pokroił tort, który w oka mgnieniu rozpłynął się wśród zgromadzonych piłkarzy oraz kibiców.

źródło: Niebiescy.pl